Profilo di Adam M. Grudziń...Moim zdaniemFotoBlogElenchiAltro ![]() | Guida |
|
|
02 marzo Żydowska czkawka świata (1)Na wstępie tego cyklu pragnę zaznaczyć że jestem okresowym antysemitą. Pomimo to postaram się o w miarę wierne oddanie faktów które zmusiły mnie do opowiedzenia się za antysemityzmem. Nie znaczy to oczywiście że popieram takie zjawiska z historii jak holokaust Żydów czy inne zdarzenia w jakikolwiek sposób uwłaczające godności tego narodu. Uważam że każdy kraj ma prawo do własnej tożsamości narodowej a godność człowieka niema znaczenia w zależności od koloru skóry czy wyznawanej religii. Inspiracją do napisania tego cyklu stanowi odrażający sposób zachowania jaki zaprezentowali przedstawiciele żydowskiej nacji podczas „zwiedzania” obozu zagłady na Majdanku. Ich skandaliczne zachowanie przekroczyło próg mojej wytrzymałości a zapewniam was że nie jest to odosobniony przykład bo spacerując dość często po Krakowskim Kazimierzu ustawicznie spotykam się z sytuacjami w których trudno mi się odnaleźć. Dla tych „pseudo turystów” zamykane są poszczególne ulice prowadzące do miejsc ich kultu religijnego a ich zachowanie podczas tych (trudno dobrać odpowiednie słowo) eskapad porównać można jedynie z tym co dzieje się na ulicach po przegranym meczu Cracovi lub Wisły. 1. Dzisiejszy Izrael czyli w skrócie o państwie i obywatelach. Położone na bliskim Wschodzie pomiędzy Morzem Śródziemnym, Martwym i Czerwonym, sąsiadując z Libanem, Syrią, Jordanią i Egiptem państwo Izrael ze stolicą w Jerozolimie zajmuje dzisiaj powierzchnię 20 770km/2 a jego powierzchnię stanowiącą w przybliżeniu 2/3 obszaru naszego kraju zamieszkuje nieco ponad 7 000 000 ludności co jak łatwo obliczyć daje średnie zagęszczenie na poziomie 342 osób / km/2 Jako stolicę Izraela wymieniłem Jerozolimę choć jest to sprawa sporna albowiem siedzibą władz i konstytucyjną stolicą jest Jerozolima jednakże prawno międzynarodowy status tego miasta nie został jeszcze do tej pory uregulowany. Wiele państw w tym również i Polska nie uznają suwerenności Izraela nad całą Jerozolimą a większość przedstawicielstw dyplomatycznych mieści się w Tel Awiwie. Rzeczywista liczba ludności żydowskiej jest jednak o wiele większa a to za sprawą ich olbrzymiego rozproszenia na całym świecie. Do największych skupisk ludności żydowskiej zaliczyć należy Stany Zjednoczone gdzie zamieszkuje ich ok. 5 500 000 a więc tylko o 1500 000 mniej niż w samym państwie Izrael. Drugim co do wielkości skupiskiem tej nacji jest Rosja z liczbą ok. 800 000 zamieszkujących tam Żydów. W sumie rozproszona po całym świecie liczba obywateli tego kraju szacowana jest na ok. 17mln. Co w połączeniu z 7mln w samym Izraelu daje liczbę 24mln.
2. Zarys historyczny czyli w pigułce streszczone dzieje Izraela [za WIKI] Początki państwa żydowskiego sięgają X wieku p.n.e. To właśnie na obszarze obecnego Izraela powstały zręby religii abrahamicznych. Po zburzeniu świątyni w Jerozolimie przez Rzymian w 70 roku nastąpił okres rozproszenia Żydów (Diaspora). W XIXw. wraz z rozwojem syjonizmu powiększa się emigracja Żydów z Europy do Palestyny. W latach od 1992 do 1948 Palestyna została brytyjskim terytorium mandatowym. W 1947 została podzielona na dwa państwa: żydowskie i arabskie. W maju 1948 oficjalnie proklamowano Izrael, czego nie uznały kraje arabskie. W latach od 1948 do 1949 trwała wojna między Arabami i Żydami, którzy zajęli 2/3 byłego brytyjskiego terytorium mandatowego (pozostałą część przyłączyły do siebie Jordania i Egipt). W 1956 Izrael wraz z Wielką Brytanią i Francją przeprowadził nieudaną inwazję na Egipt, po nacjonalizacji Kanału Sueskiego. W 1967 zwycięstwo w wojnie z Egiptem (okupacja Półwyspu Synaj i Strefy Gazy), Jordanią (okupacja Zachodniego Brzegu Jordanu i części Jerozolimy) oraz Syrią (okupacja Wzgórza Golan). W 1979 układ pokojowy z Egiptem i zwrot zajętego Synaju). W 1981 aneksja Izraela Wzgórz Golan. W latach 1982 - 2000 Izrael był zaangażowany militarnie w Libanie. W 1987 wybuch powstania (Intifada) ludności palestyńskiej w Samarii, Judei i Strefie Gazy. Od 1991 pokojowe rozmowy bliskowschodnie. W 1993 pierwsze izraelsko-palestyńskie porozumienie o ustanowieniu autonomii palestyńskiej w Strefie Gazy i mieście Jerycho (później poszerzenie jej na część Zachodniego Brzegu). W 1994 porozumienie kończące stan wojny z Jordanią. W 1998 kolejne porozumienie izraelsko-palestyńskie przewidujące rozszerzenie obszaru autonomii palestyńskiej (wycofanie się wojsk Izraela z 13% Zachodniego Brzegu), w zamian między innymi za obietnicę Palestyńczyków podjęcia walki z terroryzmem . W 2000 załamanie rokowań i rozpoczęcie drugiej Intifady, ataki samobójcze Palestyńczyków, oraz działania armii izraelskiej, budowa muru odgradzającego terytoria okupowane. W 2003 nowy amerykański plan pokojowy (tzw. mapa drogowa). W 2005 wycofanie się Izraelczyków z Gazy. W 2006 druga wojna libańska (kryzys Libański). [koniec cytatu] (cdn) Jałtańska czkawka historiiTo co dzisiaj obserwujemy na Pomorzu jawi mi się jako ponura lekcja z tworzenia sztucznych enklaw za pomocą traktatów. Przykłady jakich wiele można by tutaj przytoczyć mówią aż nadto dobitnie jak to się wszystko później kończy. Ot choćby pierwszy z brzegu. Kraje półwyspu bałkańskiego. Jugosławia, Chorwacja, Kosowo, Macedonia. Ustalanie sztucznych granic w okręgach o silnych powiązaniach etnicznych zawsze były i zapewne pozostaną ogniskami potencjalnych konfliktów. Czasami są to tylko utarczki polityczne. Częściej jednak dochodzi do konfliktów zbrojnych. To – co zostało ustalone w okresie pomiędzy 4 a 11 lutego 1945 roku podczas spotkania przywódców koalicji antyhitlerowskiej odbija się niestety teraz dla nas czkawką o tyle trudną do przełknięcia że z jednej strony przywiązani do kultury zachodniej i jej wartości – z drugiej – musimy udawać że pada deszcz kiedy ze strony niemieckich ugrupowań takich chociażby jak Powiernictwo Pruskie podnoszą się coraz częściej głosy żądające zwrotu ziem które przez długie lata szumnie nazywaliśmy ziemiami odzyskanymi. Nie mam tutaj zamiaru bronić słuszności postanowień konferencji jałtańskiej. Faktem bezspornym natomiast jest to że o ile słusznymi mi się zdają roszczenia byłych właścicieli majątków w tzw Prusach wschodnich o tyle jakoś dziwnie mi się robi w żołądku kiedy myślę że w ramach rekompensaty za ziemie polskie utracone na wschodzie zwracamy się do rządów Białorusi i Ukrainy z propozycją aneksji ich terytoriów do Polski. Decyzje które zapadły w pałacu w Liwadii leżącej pod Jałtą na Krymie zmuszają nas dzisiaj do pojęcia kroków z jednej strony moralnie niesłusznych – z drugiej zaś – musimy jakoś się bronić. Może to będzie przewrotne myślenie z mojej strony ale zamiast szczerzyć zęby na niemieckie roszczenia powinniśmy im zaproponować bardziej konstruktywne rozwiązanie. Niech oto Powiernictwo Pruskie a to za sprawą w końcu przez siebie rozpętanego chaosu II wojny światowej w pierwszej kolejności zwróci się do państw które dzisiaj okupują polskie tereny na wschodzie o ich zwrot na naszą stronę a dopiero w następnej kolejności zwrócą się do polski z własnymi roszczeniami. Nie chcę w Polsce wydarzeń jakie miały miejsce na półwyspie bałkańskim a coś mi się wydaje że ostatnio idziemy właśnie w tą stronę. Nie dotyczyChce mi się wykrzyczeć na cały świat – takie jedno bardzo moce słowo i to z wieloma wykrzyknikami ale nie mogę. Dbałość o słowo i to – aby nie być podobnym do tych pseudo ludzi o których mam zamiar napisać. Wyrwało mnie z fotela kiedy zacząłem wgłębiać się w treść felietonu Piotra Lisiewicza [Gazeta Polska 15/09/2004]Masakra czyli spektakl. Autor przytaczając w nim mechanizm działania może nie tyle spec służb co w ogóle sposobu reagowania rosyjskiego systemu dezinformacji. Może to trochę dziwaczne sformułowanie ale jestem w tym temacie na tyle dobry aby użyć właściwego określenia. Ponieważ jak sądzę treść tego artykułu nie zagości zbyt długo na stronach Onetu pozwolę go sobie tutaj utrwalić aby następnie odnieść się do niego:
[Masakra czyli spektakl Zakładników trzystu, czyli tysiąc pięciuset Zaczynamy szturm na opanowaną przez terrorystów szkołę. W środku półtora tysiąca dzieci. Świat zamiera. To idealny dzień, żeby otruć opozycyjną dziennikarkę. Bo wobec dramatycznych zdjęć ze szturmu i setek ofiar, sprawa dziennikarki przejdzie niezauważona. Tak działa moskiewska szkoła public relations Zakładników trzystu, czyli tysiąc pięciuset Świat obiega informacja – terroryści w Biesłanie porwali 300 dzieci. Całe miasto wie, że na uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego było ich o wiele więcej, ale rosyjskie media powielają oficjalną wersję. Przez dwa dni zachodnim korespondentom nie przychodzi do głowy, że są w kraju, w którym nawet prawdziwość informacji o liczbie zakładników trzeba sprawdzić.W końcu od nauczycielki ze szkoły w Biesłanie dowiadują się przypadkiem, że dzieci jest nie 300, tylko 1500. Nowa informacja idzie w świat bez komentarza. Pomysł, że władze liczbę zakładników zaniżyły celowo po to, żeby w przyszłości móc oszukać opinię publiczną gdy chodzi o liczbę zabitych w czasie szturmu komandosów, nie przychodzi zachodnim dziennikarzom do głowy. Są lepsze newsy, to można ją otruć Na wszystkich najważniejszych kanałach trwa bezpośrednia transmisja z Biesłanu. W tym czasie do samolotu wsiada rosyjska niezależna dziennikarka Anna Politkowska. To ona dostarczyła światu najwięcej informacji o tym, co dzieje się w Czeczenii. W listach od wojskowych czyta, że „kwalifikuje się do likwidacji, tak jak jej czeczeńscy bandyci”. Politkowska pije herbatę. Nagle zasypia. Trafia do szpitala w stanie ciężkim, walczy o życie. Rosyjskie władze nawet nie starają się dowieść, że to nie one stoją za otruciem Politkowskiej. Unieszkodliwiają dwóch dziennikarzy jednocześnie. W tym samym czasie do Biesłanu usiłuje dolecieć Andriej Babicki, inny niezależny rosyjski dziennikarz. Za pisanie prawdy trafił już do obozu koncentracyjnego w Czeczenii. Babickiego na lotnisku zaczepiają podpici mężczyźni. Zostaje zatrzymany za udział w szarpaninie. Kalkulacja władz, że w chwili, gdy cały świat patrzy na porwane dzieci, nikt nie przejmie się losem dziennikarzy, spełnia się niemal w stu procentach. W zachodnich mediach sprawa nie zostaje dostrzeżona. Jeśli już, to jako jedna z ostatnich agencyjnych informacji. Putin robił wszystko, żeby ratować dzieci Rozpoczyna się szturm. Krwawy, nieudany, skrajnie nieprofesjonalny. Zachodnie agencje podają informacje, że być może jego rozpoczęcie było przypadkowe albo zaczęło się w reakcji na rozstrzeliwanie zakładników. Korespondentom nie przychodzi do głowy, że los zakładników nie ma tu nic do rzeczy, a decyzja o szturmie rozpatrywana jest tylko z jednego punktu widzenia – wizerunku prezydenta Putina. I że decyzje zapadają na najwyższym szczeblu. Z zachodnich gazet wynika, że jest odwrotnie. „Sueddeutsche Zeitung” cytuje rzecznika Putina, który tłumaczy, że dla ratowania dzieci w Biesłanie rosyjski prezydent był gotów złamać zasadę niepodejmowania negocjacji z terrorystami. – Terroryści mogli otrzymać pieniądze, korytarz powietrzny, helikoptery lub samoloty – twierdzi rzecznik. Rzymski dziennik „Il Tempo” w artykule „Nowe Auschwitz” podkreśla, że szturm rosyjskich sił specjalnych był próbą uratowania tych, których można było jeszcze uratować. Wątpliwości nie ma amerykańska administracja: – Odpowiedzialność za te tragiczne zgony ponoszą terroryści. Stany Zjednoczone stoją ramię w ramię z Rosją w naszej globalnej walce z terroryzmem – zapewnia rzecznik Białego Domu Scott McClellan. Podobnie myślą Brytyjczycy: według Tony’ego Blaira w Biesłanie dał o sobie znać „niesamowity ekstremizm, nie liczący się z żadnymi ograniczeniami; może dotknąć każdy kraj na świecie”. Czeczenia, czyli Al-Kaida W CNN trwa relacja z Biesłanu. Sonda wśród mieszkańców Moskwy, którzy pomstują na Czeczenów. Ich wypowiedzi CNN pozostawia bez komentarza. W studiu pojawiają się eksperci. Jedyne co interesuje dziennikarzy, to domniemane związki Czeczenów z Al-Kaidą. Widz nie dowiaduje się niczego na temat podłoża konfliktu ani tego, co dzieje się na co dzień w Czeczenii. BBC przeprowadza – ewenement – wywiad z Ahmedem Zakajewem, przedstawicielem czeczeńskiego prezydenta Asłana Maschadowa. Zakajew musi odpowiedzieć na pytanie, czy... cała czeczeńska partyzantka powiązana jest z Al-Kaidą. Jego zaprzeczenia to dla wielu dziennikarzy duża niespodzianka. Zdania, że terroryzm ma coś wspólnego z polityką Putina w stosunku do Czeczenii, nie sposób wymusić od zachodnich polityków. Najważniejsi zgodnie odmawiają wypowiedzi. Brytyjski premier Tony Blair twierdzi, że „w dniu żałoby narodowej w Rosji nie należy rozważać takich kwestii”. Zaś niemiecki kanclerz Gerhard Schroeder odmawia nawet skomentowania przebiegu szturmu, zasłaniając się brakiem informacji Podłożem konfliktu zajmują się za to włoskie gazety. Gazeta „La Padania” pisze negatywnie o cywilizacji chrześcijańskiej. Prawicowe „Libero” i „Secolo D'Italia” atakują włoską lewicę za to, że „chcąc sądzić Putina za masakrę zakładników, zapominają o tym, że prawdziwymi i jedynymi mordercami byli terroryści”, zaś wśród lewicowych polityków „żałoba po ofiarach z Osetii trwała krótko”. Terroryści prosto z więzienia Kim byli terroryści? Rosjanie podają nazwiska zabitych – czeczeńskich bojowników. Informacja idzie w świat. Czeczeńskie i rosyjskie portale internetowe odpowiadają – co najmniej trójka z domniemanych terrorystów była od kilku lat w rosyjskich więzieniach. Czeczeni mówią wprost: 31-letniego Chanpaszę Kułajewa z zimną krwią zabito i przywieziono jego trupa do Biesłanu. Podobnie innych bojowników. Zasypują media cytatami z rosyjskich prorządowych gazet sprzed trzech lat, w których służby specjalne chwaliły się aresztowaniem „uczestników bandyckich formacji”. Ale ta informacja nie trafia na czołówki. Pomysł, że Władimir Putin, nasz sojusznik w walce z terroryzmem, kazał zabić czeczeńskich więźniów i podrzucić ich trupy jako dowód na związki partyzantów ze zbrodniczym atakiem, zachodnim korespondentom nie mieści się w głowach. Basajew czyli Maschadow Rosja obiecuje 10 milionów dolarów za wskazanie miejsca pobytu Szamila Basajewa i Asłana Maschadowa – ogłasza Kreml. Agencje cytują bez komentarza. Nie przychodzi im do głowy, że nie chodzi o złapanie kogolwiek, tylko zbitkę Maschadow-Basajew. Połączyć Basajewa, który przyznał się do terrorystycznego zamachu na Dubrowce z Maschadowem, legalnie wybranym prezydentem Czeczenii, który ostro potępia terroryzm – to prawdziwy cel komunikatu. Udaje się w 100 procentach – agencje nie tłumaczą, czym jeden różni się od drugiego. Ale to i tak wyjątkowo łagodne obejście się z Maschadowem. Po zamachu na Dubrowce rosyjska telewizja wyemitowała sfabrykowane wystąpienie Maschadowa, w którym przyznawał się on do zorganizowania zamachu. Putin: rozmawiajcie z Bin Ladenem Putin milczy w trakcie zajść w Biesłanie. W tym czasie zachodnie media spekulują, że być może zmieni politykę. Konferencja prasowa nie pozostawia złudzeń. Putin nie chce nic zmieniać. I znakomicie czuje się w tym spektaklu. Wymordowanie ćwierć miliona Czeczenów, obozy koncentracyjne, palenie cywilnej ludności żywcem, którego dopuszczają się rosyjscy żołnierze, rosyjski prezydent porównuje do... znęcania się przez strażniczkę nad więźniami w Abu Ghraib. Zachodni odbiorca słyszał o nadużyciach w Abu Ghraib, a o Czeczenii coś piąte przez dziesiąte. Przyznaje rację Putinowi. A ten snuje dalsze analogie. – Dlaczego wy się nie spotykacie z Osamą bin Ladenem, dlaczego nie zaprosicie go do Białego Domu czy Brukseli i nie zaczniecie z nim rozmów. Czy jak go spytacie, czego chce, i dacie mu to, to czy zostawi was w spokoju? – pyta. Nikt nie zadaje pytania, skąd to porównanie, czy słyszano, by Maschadow zorganizował jakiś terrorystyczny zamach albo żeby bin Laden potępiał – jak Maschadow – terroryzm. A Putin tłumaczy dalej: – Może nie mam racji, ale Margaret Thatcher, którą raz spotkałem, powiedziała: Człowiek, który wychodzi na ulicę, by zabijać innych, sam powinien być zabity. Nikt nie zadaje pytania, czy Putin nie mówi przypadkiem o sobie i swoich generałach. Czeczeni w każdym zakątku świata Jurij Bałujewski, szef rosyjskiego Sztabu Generalnego oświadcza, że w walce z terroryzmem Rosja jest gotowa do uderzenia na bazy terrorystów w każdym zakątku świata. W polskich mediach pojawia się sugestia, że z racji braku baz czeczeńskich terrorystów w każdym zakątku świata, może chodzić po prostu o wysłanie płatnych morderców do Wielkiej Brytanii, aby zabili Ahmeda Zakajewa, byłego czeczeńskiego ministra kultury walczącego o pokojowe rozwiązanie konfliktu. Sugestia pojawia się nie bez przyczyny – rosyjskie służby zabiły wcześniej w Katarze byłego prezydenta Czeczenii Selim Chana Jandarbijewa. Tymczasem na Zachodzie trwa dyskusja zmierzająca do puenty, że terrorystów trzeba zwalczać na całym świecie i Rosja ma do tego pełne prawo. SLD zamawia antyrosyjskie komentarze internautów Masówka przeciwko terroryzmowi w Moskwie. Korespondentka CNN nie widzi nic dziwnego w fakcie, że na miejsce ludzie dowożeni są autokarami, a transparenty z hasłami będącymi cytatami z orędzia Putina wykonane jednym krojem pisma. Wobec nieśmiałej krytyki podnoszonej tu i ówdzie na Zachodzie, rosyjscy politycy i posłuszne im media kontratakują. Szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow mówi, że kierowane do Rosji apele o „wyjaśnienia w sprawie zajęcia szkoły w Biesłanie nie umacniają koalicji antyterrorystycznej, lecz są propagandą i politykierstwem”. Zachodni politycy to niemal hieny: „nie doczekawszy końca żałoby i pogrzebania ofiar z Biesłanu, do swych kondolencji dołączyli żądania wyjaśnień”. Nazywa to „spekulowaniem na ludzkiej tragedii w imię własnych celów”. Najgorszymi z hien okazują się dziennikarze z krajów, które przeżyły na własnej skórze czasy sowieckiej propagandy. Niestety – w przeciwieństwie do kolegów z żyjących od dziesięcioleci w wolnym świecie – za dużo rozumieją. Co gorsza, ich postawa zostaje dostrzeżona na Zachodzie. „Liberation” uwzględnia ich stanowisko – zauważa, że o ile „reakcje Europy na masakrę w Biesłanie potwierdzają wsparcie dla polityki Moskwy w imię stabilizacji na kontynencie”, Amerykanie wspierają Rosjan w ramach wspólnej walki z terroryzmem, to „nowe państwa Unii, które przez pół wieku żyły pod dominacją Rosji, uważają, że Rosja rozumie tylko język siły”. Rosyjski kontratak uderza więc w polskich rusofobów. „Izwiestia”, których szef został właśnie odwołany za niewłaściwe relacjonowanie wydarzeń w Biesłanie, informują, że polskie media otrzymały „ciche zamówienie” od władz naszego kraju na antyrosyjskie komentarze. Mają one „wspierać narodową tożsamość” Polaków po wejściu do UE. „W przeciwieństwie do oficjalnej Warszawy, która z samego początku wyraziła współczucie Rosji w związku z tragedią w Biesłanie, polska prasa często wykazywała się złą wolą przy opisywaniu wydarzeń w Osetii Pólnocnej” – zauważają „Izwiestia”. Jak wynika z artykułu, sposobem realizacji „cichego zamówienia” są m.in... wpisy internautów pod informacjami polskich mediów. Piotr Lisiewicz ] koniec cytatu Wiele razy w swoim blogu podkreślałem jak bardzo mi żal tych niczemu nie winnych dzieci. Nie wiem jakich słów można by użyć pod adresem tych wszystkich którzy za tę tragedię są odpowiedzialni. Porusza mnie w tym wszystkim jednak jeszcze jedno. Wydarzenia jakie mają miejsce w ostatnim czasie w naszym kraju jako żywo zaczynają przypominać swoim scenariuszem te – opisane powyżej. Nie daj Bóg aby w cudzysłowie nasi przedstawiciele narodu mogli posunąć się aż tak daleko bo…. Nic nie będę mógł zrobić. Nie wytrzyma tylko moje serce i niedoczekacie się mojego komentarza na ten temat. Pewnie mała strata. Tyle tylko - że to dotyczy każdego z was. I o tym pamiętajcie zanim zaczniecie przechodzić obojętnie obok tego co tylko z pozoru was nie dotyczy. ŻmijaPogubili się wszyscy. To że nic już z tego co dzieje się na polskiej scenie politycznej nie rozumiem można by jeszcze jakoś wytłumaczyć (samokrytyka) ale tego że milczą polskie kabarety to już daje do zastanowienia. Albo to wszystko przeszło granicę absurdu i nie nadaje się nawet do wyśmiania albo… nawet kabarety boją się coraz bardziej rozległych macek CBA. Czy tylko kabarety? Być może PiS wyhodowało sobie na swej piersi żmiję która teraz tylko czeka aby wpuścić trującego jadu w szyję swego chlebodawcy jeżeli ten zbyt krótko jak na jej potrzeby będzie się trzymał u władzy?. Jak bowiem inaczej można sobie wytłumaczyć działania PiSu który z jednej strony ustawicznie upokarzając swoich koalicjantów z drugiej robi co może aby owa żmija jak najdłużej mogła się mogła się odżywiać. Liczy też zapewne na to iż ta usłyszawszy że to nie on jest winowajcą jej zbyt krótkiego żywota odpuści mu jego winę przenosząc swój gniew na LiSa. Żmija zna zasady. Nie gryzie się ręki która karmi. Jeżeli jednak ręka która dzisiaj daje jej możliwość trwania zmieni swoją tożsamość szybko może się okazać że zacznie się łasić do nowego pana. Żmija nie jest głupia. Nie ugryzie od razu. W końcu przetrzebione szafy są głębokie i mogą „od nowa” wypełniać się jadem. Kiedyś być może się przyda odpowiednio duża dawka aby bez problemu nie dopuścić PiSu do wyborów. Dzisiaj być może PiSu a jutro? A za rok?. Jak na razie pan wicepremier Gosiewski poinformował nas że PiS odkłada swoją decyzję do 21 lipca. Żmija się cieszy. Garnek w którym gotuje się zupa z LiSa wrze powodując że stosowne ciałko tego zwierzaka mięknie coraz bardziej. Kiedy już będzie zjadliwe zapewne będzie go chciało skonsumować. Ostrzegam jednak przed tą potrawką. Może się przez dłuższy czas potem odbijać nie koniecznie ulubionym smakiem. Nie będzie wiz do amerykiW podróży za wielką wodę najlepsza jest sama podróż. Zwłaszcza jeżeli jest to piękny i wygodny transatlantyk. Podróż samolotem może bawić tylko tych co jeszcze nigdy nie latali. Ameryka to taka dziwna kraj. Duże miasta ze slumsami na obrzeżach. Drapacze chmur z okien których pojedynczy człowiek na ulicy widoczny jest jako śmieć. Ruch na ulicach Manhatanu, Gwałty i przemoc na Brucklinie. Po cholerę tam się pchać. Tyrać za piątaka na godzinę bo murzyn niżej siódemki nie zejdzie. Nasza polonia – ta co ją nazywają asymilatami ma nas w (autocenzura..) podobnie zresztą jak sami amerykanie. Zlepek najróżniejszych nacji z całego świata. Miesza się to wszystko jak w jednym wielkim tyglu. Dla czego w czasach solidarności Ameryka pokazała światu jak bardzo nas kocha. Ten nadęty balon amerykańskiej administracji co raz musi udowadniać całemu światu że to właśnie oni – amerykanie są strażnikiem demokracji i ładu na całym świecie. Jak by tego było mało – za nic ma międzynarodową opinię na tematy toczących się konfliktów. Israel – żydowskie państwo mające chyba najwięcej swoich przedstawicieli właśnie w Ameryce jest całkowicie bezkarne w swoich poczynaniach w całym świecie. Tak drodzy państwo. W całym świecie. Rezolucje ONZ próbujące w jaki kol wiek sposób krytykować postępowanie Izraela w polityce bliskowschodniej blokowane są vetem amerykanów. Wniosek? Aż nadto oczywisty. Nic co nie podoba się Żydom nie znajdzie akceptacji amerykańskiego kongresu. Jaki jest stosunek obywateli żydowskich do polaków wszyscy wiemy. Przecież to właśnie z ameryki płyną ciągłe pretensje pod naszym adresem. Przecież to nas polaków obwinia się za holokaust i wypędzenia tych ludzi z terenu naszego kraju. Jak krótką i wybiórczą pamięć mają obywatele tej nacji. Jak łatwo zapominają o tysiącach ofiar polskich obywateli którzy narażali dla nich swoje życie a także i za nich ginęli. Moi drodzy rodacy. Nie dajcie się już dłużej zwodzić. Czas spojrzeć prawdzie w oczy. Amerykanie poklepują nas po plecach tylko w tedy kiedy potrzebują armatniego mięsa. Wtedy, kiedy potrzebują upchnąć odrzuty z produktów dla amerykańskiej armii. Jest tylko jedna „ziemia obiecana”. I nie jest nią Ameryka. To Polska jest naszą ziemią. To tutaj jesteśmy u siebie. I – nie wprowadzajmy wiz dla amerykanów. Zostawmy ich z tym wstydem. Lepperowskie gryzonieWyścig szczurów na intratne posady w rządzie RP trwa w najlepsze. Oto dzięki portalowi tvn24 możemy się dowiedzieć że (cytuję) działanie na szkodę Polski, i narażenie naszego kraju na utratę wiarygodności w Unii Europejskiej - zarzuca minister Annie Fotydze Liga Polskich Rodzin. W liście do szefowej MSZ, do którego dotarł portal tvn24.pl, żąda, by wytłumaczyła się ona z "klęski na szczycie w Brukseli". List do minister Anny Fotygi podpisał w imieniu LPR Daniel Pawłowiec, sekretarz stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej. Polityk Ligi nie zostawia na szefowej polskiej dyplomacji suchej nitki, zarzucając jej brak konsekwencji w działaniu na arenie międzynarodowej. "Stanowisko polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zaprezentowane podczas tych negocjacji (w Brukseli - red.), jest z punktu widzenia polskiego interesu narodowego głęboko nieefektywne i szkodliwe. Szybka rezygnacja z postulatów dotyczących systemu głosowania w Radzie Unii Europejskiej naraziła Polskę na utratę wiarygodności podczas kolejnych negocjacji" - czytamy w liście do minister Fotygi. (koniec cytatu) Znamienną cechą ludzi niskiego formatu jest następujący sposób działania. Będę bielszy jeżeli uda mi się konkurenta oczernić. W ten oto sposób LPR ustami swoich przedstawicieli stara się za wszelką cenę udowodnić że PiS to jest be a oni cacy. Bez względu na moją własną ocenę „osiągnięć” pani minister Anny Fotygi taki sposób działania „koalicjantów” tylko i wyłącznie podważa nasz autorytet na arenie międzynarodowej. Jeżeli mamy kosz pełen brudów to powinniśmy go wyprać we własnej pralce (czytaj we własnym domu). Zasada ta cechuje tych wszystkich ludzi którzy dbają o wizerunek własny a co dopiero mówić o wizerunku kraju który dał tym (autocenzura…) obywatelstwo. Oliwy do ognia ustawicznie dokłada też „kukułcze jajo” jakie udało się podrzucić LPRowi do Parlamentu Europejskiego w osobie pana prof. Macieja Giertycha. Zaiste dziwnym jest fakt powierzenia stanowisk w komitecie integracji europejskiej przedstawicielom partii której naczelnym hasłem robienie wszystkiego co tylko można aby Polska przestała być członkiem UE. Pan Premier Jarosław Kaczyński albo zatracił instynkt samozachowawczy albo zmęczony ciągłymi utarczkami z bieżącą koalicją powinien po prostu odpocząć. Może jest to jednak właściwy moment na nowe rozdanie kart bo ten „poker” już się wszystkim znudził Lepperowskie poczucie honoruHonor a raczej jego definicja są wartością constans i jako taka nie podlega dyskusji. Słuchając dziennikarskich relacji gdzie jednym z bohaterów jest pan Lepper czy też czytając teksty przeprowadzanych z nim wywiadów odnoszę nieodparte wrażenie że ów pan pozostaje pod przemożnym wpływem twórczego relacjonizmu. Kiedy ktoś próbuje pluć mi w twarz mówię że jest to obraza mojego honoru. Pan Lepper ma w tym temacie odmienne zdanie. A to pada deszcz – innym razem prawdziwym winowajcom jest ktoś inny. No ludzie! No co wy za głupoty opowiadacie. To ja…. , i tutaj następuje cała wyliczanka nieskończonych dobrodziejstw jakimi to pan Andrzej obdarzyć raczył społeczeństwo bądź też swoich aktualnych interlokutorów. Z Gombrowiczowskiego punktu widzenia można oczywiście stwierdzić że więzień który aktualnie znajduje się za kratkami uważa że to on jest wolnym człowiekiem a ci – co po drugiej stronie krat to ci którzy są uwięzieni. W sposób podobnie relatywistyczny odnosi się do własnego poczucia honoru próbując udawać że pozbawienie go stanowiska wicepremiera to nic w porównaniu do dobra ojczyzny i może ja sam w tym szczególnym momencie przyznał bym mu rację gdyby nie jeden drobny szczegół. Otóż nasz główny bohater niejednokrotnie dał się poznać jako człek o mówiąc eufemistycznie - niezbyt wyrafinowanych manierach. Mało kto już dzisiaj pamięta drogę pana Andrzeja do szczytów władzy. Nie będę tutaj tego komentował bo zainteresowani z łatwością mogą dotrzeć do stosownych informacji. Dość na tym że pan Andrzej ma jakieś problemy z przyswajaniem sobie nauk wynikających z życiowego doświadczenia. Inni członkowie jego ugrupowania idąc za jego przykładem zdążyli w obecnej kadencji sejmu pozaciągać tak wielkie kredyty że przetrwanie tego sztucznego tworu jakim jest bieżąca koalicja stało się ich Shakespeare`sowskim Być albo Niebyć. Cóż więc robi w tym momencie pan Andrzej. Ano spogląda z nadzieją w niebo. Może zacznie padać deszcz?. Biednaś ty PolskoJeszcze nie umilkły echa jednej z najtragiczniejszych katastrofy drogowej a już zaczynają do nas docierać informacje o tym co dzieje się w polskim parlamencie. Odnoszę cały czas wrażenie że gdybyśmy byli tak skuteczni w naprawie naszego państwa jak ośmieszają jego wygląd posłowie pożal się Boże koalicji moglibyśmy aspirować do grupy supermocarstw naszego kontynentu. Wiem że niezwykle łatwo jest krytykować innych. Cóż jednak można zrobić innego skoro najbardziej oszukują nas Ci którzy przy pomocy telewizyjnych reklam i bilbordów roztaczali przed nami obraz Polski mlekiem i miodem płynącą pod warunkiem że oddamy swój głos w wyborach właśnie na nich. Jest takie powiedzenie popierane zresztą codzienną życiową praktyką że na statku może być tylko jeden kapitan. Inaczej statek osiądzie na mieliźnie lub co gorsza zatonie. W przypadku naszego kraju mamy obecnie do czynienia z co najmniej trzema kapitanami oraz totalnie zbuntowaną załogą. W takich warunkach prowadzenie statku jest co najmniej niebezpieczne a przecież my – obywatele tego kraju jesteśmy jego pasażerami. Koszmarny obraz rozgrabionego kraju w którym dla prywaty zdziczałe - zgrupowane w parlamentarnych klubach opryszki są w stanie zrobić dosłownie wszystko. Przypomina to jak żywo obrazki z rewolucji październikowej kiedy to motłoch prowadzony chęcią zemsty za lata ucisku przypuścił szturm na pałac zimowy grabiąc, gwałcąc i plądrując wszystko co się tylko dało. Biednaś ty Rzeczypospolito jak ten pałac zimowy. Śmieją się z ciebie obce kraje. Śmieją się z nas. Że Rzeczypospolita nierządem stoi. I na Boga! Rację mają. Wodza nam trzeba i to natychmiast. Wodza takiego co całą tę hołotę za pysk weźmie i wstrząśnie nią tak że wyleciawszy poza parlament długo jeszcze swojego miejsca nie będzie mogła znaleźć. A popatrzcież w historię drodzy rodacy. Ileż to razy będąc zdałoby się u skraju rozpaczy zrywem jakimś nadzwyczajnym potrafiliśmy się na powrót do życia podnieść. Na cóż były ofiary Poznania. Na cóż ideały sierpnia. Mieliśmy żyć w naszym kraju a tymczasem musimy z niego uciekać. Dla chleba, dla bezpieczeństwa ekonomicznego naszych rodzin. Ja – ten co pisze do was te słowa czułem na plecach jak bolą zomowskie pały. Malowałem na murach znaki Polski Walczącej. Dzisiaj kiedy widzę co się w naszym kraju dzieje jest mi po prostu wstyd. I ten mój wstyd dedykuję wszystkim tym dla których Pro Publico Bono nie jest najwyższym nakazem. Tragedia narodowaDługo. Długo bo aż trzy dni od chwili tragedii biłem się z myślami czy umieścić komentarz w miejscu które z założenia ma być dyskusją polityczną. Pierwsze refleksje na temat wypadku umieściłem już przecież na moim blogu ( http://mysliniepokorne.blog.onet.pl [Szef dał plamę]). Trudno mi jest jednak nie odnieść się do tego jak świat mediów komentuje ten wypadek. Cała masa gadających głów prześcigających się w swojej niekompetencji. Będąc telewizyjnym prezenterem starałbym się zapraszać do studia ludzi którzy mają zarówno coś do powiedzenia jaki i rzetelną wiedzę na omawiany temat. Tymczasem to co można było zaobserwować to jeden wielki medialny chaos. Jedynym pozytywnym skutkiem tego co się wydarzyło, oprócz zadeklarowanej przez kancelarię premiera i prezydenta materialnej pomocy jest obnażenie aż do granic absurdu całkowitego braku elementarnej wiedzy ministra Poloczka. Ów pan zapatrzony zapewne w swego rządowego kolegę od „kamaszy i wykształciuchów” zamierza wprowadzić obostrzenia prawne tam – gdzie potrzebny jest przede wszystkim nacisk na kształcenie zapominając że żadne nakazy i zakazy nie rozwiązują problemów. Trudno też w tym miejscu nie wspomnieć o idiotycznej dyrektywie tego samego pana nakazującej budowę w Polsce wąskich dróg bez utwardzonego pobocza. Jak taki kretyn mógł zostać ministrem? Nie potrafię odpowiedzieć. Wracając do ofiar tragedii. Jeden wielki burdel w dokumentacji. Przez dwa dni nie znalazł się ani jeden człowiek mogący określić ilość osób uczestniczących w pielgrzymce. Ktoś mógłby mi w tym miejscu zarzucić że jestem zbyt drobiazgowy. Pierwsze informacje mówiły o 64 osobach. Później ich liczba spadła do 54. Co tam dziesięć osób. W tak dużym państwie jak Polska. Jaką to i dla kogo robi różnicę. Brzydkie słowo „akcjonalność” ale jak inaczej opisać to co się dzieje w naszym kraju. Brak wytyczonej stałej i dalekosiężnej polityki w zakresie poprawy bezpieczeństwa na drogach powoduje że na każdy nowy krok do przodu musimy czekać do kolejnej tragedii. Ktoś musi najpierw zginąć lub zostać kaleką aby opieszały urzędas zatwierdził wprowadzenie odpowiedniego znaku drogowego lub namalowania pasów. A gdzie bezkolizyjne skrzyżowania?, bezpieczne przejścia dla pieszych?. Kiedy w końcu do naszego kraju dotrze cywilizacja. Kiedy piszę te słowa słucham jednocześnie piosenki zespołu Pod Budą – nie przenoście nam stolicy do Krakowa. I trudno nie zgodzić się z tekstem zawartych w niej fragmentu słów. „i głupota która aż naprawdę boli” Dało po hamulcahi to ostro! PiS szedł środkiem. Ostro do przodu. Z lewej LPR. Z prawej Samoobrona. Lepper i Giertych zaplanowali manewr oskrzydlający. Kiedy PiS dało po hamulcach – Lepper i Giertych zderzyli się głowami. Posypały się iskry. Strzaskane biły się jeszcze przez chwilę myślami poczym jak na filmie sience fiction zamarły w bezruchu wydając przeraźliwe jęki. Obraz jaki tutaj namalowałem oddaje jak ulał to co się stało. Szkoda tylko że niema się z czego śmiać. Ani Kaczyński, ani Lepper a także Giertych nie należą do grupy moich ulubieńców. Tusk działa na mnie jak lufa pistoletu wymierzona w czoło. Smuto. Cholernie smutno bo tak na dobrą sprawę od długiego już czasu musimy wybierać mniejsze zło. Znowu będzie kiełbaska wyborcza. Kiedy najemy się do syta pomaszerujemy w kierunku urn wyborczych aby umieścić w nich niestrawione resztki treści żołądkowej. Następnego dnia będzie już tylko kac. Następnego z kolei wszystko wróci do „normy”. Tylko my będziemy o kolejny rok do tyłu. Świat nie będzie na nas czekał. Poleci jak pospieszny podczas gdy my zostaniemy na stacji z napisem Albania. Tak! Jeszcze trochę i nas przegoni. Może „Gosiu” wybuduje tam dla nas nowy peron. „Polskowa” a dzieci Albańczyków zapytają: „Tato! – a gdzie leży ta Polska? Na koniec mała parafraza. Tak dla refleksji nad samym sobą: „I z czego się durnie śmiejecie! Z samych siebie się śmiejecie” Tajemnice popularnościDla jednych „ojciec Rydzyk”, dla innych „pan Rydzyk”, nie ważne. Zastanawiałem się nad fenomenem tego człowieka. W jaki sposób udało mu się porwać i zatrzymać przy sobie spory ułamek elektoratu wyborczego RP. Zadałem sobie nawet z tego powodu troszkę trudu aby dojść do sedna prawdy. Prawdy tak oczywistej że po dotarciu do niej uświadomiłem sobie jak bardzo moje IQ jest niskie choć w oficjalnych testach wypadło całkiem nieźle jak na starego zgreda. Istotą popularności tego człowieka jest to co jest w większości z nas – ludzi z pokolenia polski jątrzącej, niezadowolonej i wyśmiewającej wszystko jak i wszystkich w tym kraju. Jeżeli tylko można komuś dopiec, wyszydzić, zmieszać z błotem to jest się kimś! I takim „kimś” jest właśnie „ojciec pan Rydzyk”. Rozpędzone do granic absurdu ambicje tego człowieka (zapewne jego wzorem stał się kolega po fachu – ksiądz od wina „Prałat”) nakazują mu głosić swoją własną ewangelię której sednem nie jest jak to z tłumaczenia wynika „dobra nowina” ale nowina – owszem – tyle że zła. Z cytatów jego „radosnej twórczości najbardziej odpowiada mi ten: „Popatrzcie jak ten….” (i tutaj występuje nazwisko poczym cała lista kalumnii pod jego adresem). Wolność słowa to coś pięknego. Tłamszona w naszym kraju przez dziesięciolecia polski powojennej aż do czasu „zwycięstwa solidarności” zaczęła swoje życie od totalnego chaosu. Można by wymieniać wiele nazwisk związanych z polskim kościołem których wypowiedzi wzbudzały olbrzymi aplauz zwłaszcza wśród praktykujących katolików. Aplauz – który jednoczył w zwartym szeregu tych wyznawców wiary dla których dopiec komuś, ponarzekać na podłe życie jest czymś „nadrzędnym” jak powietrze bez którego nie można oddychać. To że dzisiaj po blisko 50 latach życia stałem się ateistą jest między innymi ich „zasługą”. W tym plugawym „felietonie” nie mogę się nawet ośmielić użycia nazwisk ludzi wielkich polskiego kościoła. Wspaniałych ludzi którzy dawali nam wierzącym niedościgniony wzór cnót i postaw. Może właśnie dla tego że były one wspaniałe i niedoścignione stały się jednocześnie czymś do czego nie udało mi się wpasować. Pani Annie Barańczak – badaczce literatury – miast wpasowywać pana Rydzyka w kanony literackiej twórczości radził bym zachować refleksję. Nie zamieniał bym bełkotu nienawiści i jadu we fraszki. Może zamiast zajmować się tym „fenomenem” powinna zwrócić uwagę na twórczość nieodżałowanego ś.p. księdza Jana Twardowskiego. Zamiast zachwycać się plugastwem na jej miejscu starałbym się propagować to co piękne a sobie samemu i Wam – czytającym ten tekst pozwolę sobie coś z księdza Jana zacytować. „Śpieszcie się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą”. Religa jak panienka przed inicjacją[- Abonament zamiast składki zdrowotnej: po moim trupie - tak minister zdrowia Zbigniew Religa skomentował w TVN24 pomysł OZZL i Centrum im. Adama Smitha. Uspokajał też matki zaniepokojone zapowiedzią likwidacji Centrum Zdrowia Matki Polki. - Matki, nie bójcie się. Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi zostanie rzeczywiście zlikwidowany, ale w miejsce tego szpitala powstanie inna instytucja, zreformowana, dostosowana do rzeczywistych potrzeb. To ratunek dla tego szpitala - przekonywał Religa. Ministerstwo Zdrowia chce zlikwidować zadłużone na prawie 120 mln zł Centrum. Decyzję o zamknięciu jednego z największych w Polsce szpitali miał przyspieszyć i przypieczętować strajk lekarzy. Matki leczonych tam dzieci obawiają się, że mali pacjenci zostaną bez opieki. Minister skomentował też dzisiejszą inicjatywę OZZL i Centrum im. Adama Smitha. Chcą oni sprzedać szpitale i zlikwidować składkę zdrowotną. - Pomysł lekarzy i Centrum nie jest może z księżyca - ci panowie mieszkają w Warszawie i dobrze im się powodzi - ale też nie jest do realizacji w cywilizowanym europejskim kraju - uważa Zbigniew Religa. Nie przekonują go argumenty ekonomistów z Centrum i OZZL, że służba zdrowia w obecnym kształcie jest niefunkcjonalna i trzeba ją radykalnie zreformować. - Bez pieniędzy żadna reforma się nie uda - stwierdził Religa. W kwestii uzyskania ich jest ostrożnym optymistą, choć przyznaje, że "pani Gilowska nie jest pierwszym ministrem finansów, który uważa, że pieniądze na opiekę zdrowotną to pieniądze stracone". Minister chciałby, żeby przed przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi uchwalić koszyk świadczeń gwarantowanych i "pięć innych satysfakcjonujących go ustaw". - Wtedy mogą być wybory. Wygra je PiS - bo przecież nie LiS - jest przekonany minister.] Koniec cytatu.
Jak panienka przed inicjacją. Chciała bym a boję się. Jeden ciągły bełkot którego nie mogą znieść moje uszy. Panie Religa. Obiecałem sobie że nie będę już strzępił języka na temat bieżącej sytuacji w służbie zdrowia ale swoją impotencją w tym zakresie wprost zmusza mnie pan do tego. Istnieje na świecie stara maksyma mówiąca mniej więcej tak: „Jeżeli jest jakiś wielki problem którego nie można w prosty sposób rozwiązać to trzeba podzielić go na mniejsze części a następnie rozwiązując każdą z nich dojść do rozwiązania całości”. W przypadku służby zdrowia powinien pan odpowiedzieć sobie na pierwsze podstawowe pytanie tzn Co jest powodem ciągłego zadłużania szpitali. Istniejąca kiedyś teoria mówiąca o pułapce kredytowej upadła wraz z faktem w którym oddłużenie szpitala tylko na krótki okres czasu poprawiło jego sytuację finansową. Więc co! Kiepskie zarządzanie? Tak! Ale również nie tylko!. Powiem panu panie Religa co jest głównym powodem istniejącego pata i założę się ze wszystkimi że mam rację! Takim powodem choć nie jedynym jest daleko idąca rozbieżność pomiędzy światem widzianym a rzeczywistym. Zacznijmy od kosztów leków. Polskich obywateli nie stać na wprowadzenie do leczenia nowoczesnej farmakologii a to robi panu dziurę finansową w postaci tak zwanego koszyka leków. Ile pan do niego dopłaca? (oczywiście z naszych kieszeni). Wydłuża to ponad wszelką miarę czas leczenia pacjentów. Następnym problemem jest stan zdrowotny naszego społeczeństwa. Stan katastrofalny! Stan który powoduje że mamy całą masę emerytów których leczenie musi pan pokrywać z kasy budżetu (czyli naszej). Następny problem to fakt mówiący o tym że „z niewolnika nie masz pracownika”. Czas Judymów panie profesorze się skończył! Czy pan – gdyby musiał dzisiaj pracować w szpitalu za pensję która pozwala jedynie na zapłacenie czynszu byłby wydajnym pracownikiem? Nie oczekuję odpowiedzi na to pytanie. Panie profesorze. Oczekuje pan od Polaków kredytu zaufania. Tylko to jest jak w banku. Kiedy prosi pan o kredyt na restrukturyzację upadającej firmy bank żąda od pana planu wyjścia z kryzysowej sytuacji a następnie kontroluje jego wykonanie. A u pana? Czy ma pan taki plan? Czy coś panu się udało zrobić? Proszę uważać bo odsetki rosnące w umysłach obywateli karzą panu któregoś dnia na natychmiastową spłatę kredytu. Kończąc. Nie jestem fachowcem w tej dziedzinie ale nawet taki prosty człowiek jak ja potrafi panu wskazać główne kierunki działania. Potrzebni są panu fachowi doradcy i więcej determinacji na drodze do realizacji zamierzeń. Byle słusznych. Polska nieszczęśliwą kochanką USA[Prezydent Lech Kaczyński zadeklarował w Waszyngtonie, że Polska "na miarę swoich sił" będzie wspierać walkę z terroryzmem. Dziś Kaczyński zwiedzi bazę wojskową Vandenberg, gdzie umieszczono system tarczy antyrakietowej.
- Możecie być pewni, że nasze siły będą działały tam, gdzie trzeba - zapewnił prezydent amerykańskich sojuszników. - Jeżeli dzisiaj istotnie staramy się tak, jak możemy, jeżeli idzie o nasze misje w Afganistanie, Iraku, ale także w Libanie, na wzgórzach Golan, w Bośni, w Kosowie to m.in. dlatego, że chcemy pokazać, że Polska jest w NATO, ale także w całym cywilizowanym świecie, niezmiernie potrzebna - mówił Lech Kaczyński. Czytając komentowany tutaj artykuł przypomina mi się prowadzony niegdyś przez radiową trójkę program w którym pani Eliza wyznając swą miłość mówiła „Kocham pana panie Sułku jedyny” po czym padała odpowiedź z drugiej strony. „Cicho! Wiem”. Rozumiem pana Prezydenta Kaczyńskiego kiedy oddaje swe uczucia w ręce Prezydenta Busha ale żeby od razu tak się obnażać? Toż to ekshibicjonizm polityczny. Owszem. Czasami wiernopoddaństwo się nagradza. Pan zrzuca ze stołu ochłapy a pospólstwo się cieszy. Wizy! Cóż za radość dla milionów polaków pragnących ucałować rąbek spódnicy Statuły Wolności. Tylko tyle! Bo za nią stoi na posterunku Amerykański Urząd Emigracyjny. Otóż ja Polak kreślący się poniżej tego tekstu nie uważam mojego kraju za prostytutkę. Nie mam zamiaru udawać pani Elizy i nie będę składał podania tylko po to aby dać się upokorzyć jakiemuś panu Sułkowi. Szanowny Pan Prezydent Rzeczypospolitej zapomnieć raczył iż Polska jest dumnym ze swej tradycji narodem. Owszem. Jak w każdym miocie może pojawić się kundel tak i u nas zdarzają się obywatele kiepskiej proweniencji ale żeby tak od razu uogólniać? Reasumując – Pańska wizyta w kraju za wielką wodą jest politycznym nieporozumieniem. Wielki brat nie spłacił jeszcze zaciągniętego w ofsecie za F16 kredytu a Pan otwiera dla niego nowy w postaci tarczy? O co Panu chodzi panie Prezydencie. Chyba się pan nieszczęśliwie nie zakochał! O naszych emeryturachNie pomnę dokładnej daty ale pisałem już kiedyś na temat finansowych warunków działania towarzystw ubezpieczeniowych. Istniejące tego typu twory na całym świecie rządzą się tymi samymi prawami. Mechanizm działania jest prosty i opiera się na zasadzie „pobierz więcej oddaj mniej” i jest to postępowanie zgodne z logiką. Nie istnieje coś takiego jak perpetum mobile. Opowiadania w stylu „pomnażamy Twoje oszczędności” należy włożyć między bajki. Proces obrotu finansowego jest zamkniętym kołem. Bilans zawsze musi wyjść na zero. Żadne z ubezpieczeniowych towarzystw finansowych nie jest organizacją filantropijną. To właśnie dzięki naiwnym (czytaj zmuszanym do…) utrzymują się takie molochy jak ZUS. Można by tutaj dołożyć jeszcze wiele nazw firm ubezpieczeniowych ale boję się wytoczenia mi procesów o zniesławienie więc tego nie zrobię. W skrócie o tym jak „to” działa. Przez długi okres bo zawierający w sobie tak zwane „lata produkcyjne” pobieramy jak najwyższą składkę emerytalną. Przez krótki (średni czas pobierania emerytury wynosi ok. 10lat) czas oddajemy te pieniądze pomniejszone o koszty działania towarzystwa ubezpieczeniowego. Nasz „poczciwy” ZUS poszedł jeszcze o krok dalej, „przejmując” (czytaj nauczył się) od komercyjnych firm kolejny „filar” powiększający jego dochody którym jest zasada „udowodnij nam ile wpłaciłeś” bo jakże inaczej można nazwać sytuację w której ZUS notabene zobligowany do prowadzenia dokumentacji we własnym zakresie zmusił nas do odtwarzania całej historii naszego procesu zatrudnienia. A było się o co bić bo wierzcie mi czytelnicy są to gigantyczne kwoty. Odpowiedzialny dzisiaj za „reformę” wiceminister pan Romuald Polińśki z Samoobrony opowiada głupoty twierdząc że nie da się uzyskać sprawnie działającego systemu rozliczeń. Ułożenie odpowiedniego algorytmu zajmie studentowi I roku informatyki nie więcej niż 5 minut. To zwykłe mydlenie oczu jak to ministrowie nazywają „maluczkim”. Istnieje prosta zasada panie Poliński. Każdy człowiek będzie miał tyle szacunku dla pana ile pan ma dla niego. Po pańskich wypowiedziach w których uważa mnie pan za kretyna (opowiadając takie dyrdymały) odwzajemniam panu tym samym a mam też nadzieję że inni pójdą za moim przykładem oddając swój głos w najbliższych wyborach. Wracając do pokrzywdzonych w tym momencie kobiet. Pan wiceminister zapomniał być może o jednym z pozoru drobnym szczególe. To właśnie kobiety są tymi osobami które biorą na swoje barki ryzyko uszczuplenia ilości lat pracy tylko po to żeby od czasu do czasu wydać jakiegoś kretyna na świat Ku rozwadze rządzącymPrzeglądając newsy najnowszych wiadomości pojawia się jakieś nieodparte wrażenie że czas jakby gwałtownie przyspieszył i doczekaliśmy się noworocznej szopki politycznej. W zasadzie niemiałbym nic przeciwko temu gdyby nie jeden fakt. Zamiast się śmiać – refleksja zmusza mnie do wściekłości i myślę że nie tylko mnie a to już jest właściwy moment aby się nad tymi wszystkimi zdarzeniami poważnie zastanowić. Emocje nigdy nie są dobrym doradcą. Zarówno dla tych którzy muszą protestować jak i tych którzy z racji zajmowanych stanowisk powinni się na przedmiotami protestu pochylić. Z wielu niepokojących sygnałów jakie codziennie docierają do nas za pośrednictwem mediów chciałbym wybrać jeden – moim zdaniem chyba najważniejszy bo dotyczący nas wszystkich równo i bez wyjątku. No może nie do końca bo tak jak trudno jest przejść wielbłądowi przez igielne ucho tak syty raczej nigdy nie zrozumie głodnego. Dla tych – których dochody zapewniają dostęp do prywatnej opieki medycznej bez znaczenia pozostaje fakt protestu pielęgniarek pod kancelarią pana premiera Kaczyńskiego. Ja – co by nie mówić należę do dej drugiej – w przybliżeniu 80% grupy ludności naszego kraju która musi polegać na tym do czego konstytucja RP obliguje rządzących w zakresie podstawowej opieki zdrowotnej. Reformy służby zdrowia to jeden (niestety nie jedyny) z najgorzej przeprowadzanych procesów restrukturyzacji polskiej gospodarki od chwili zainicjowania przemian po 89 roku. Bez mała 20 letni okres czasu został moim (i nie tylko) zdaniem całkowicie zmarnowany. Z powodu? Moim zdaniem powodów jest wiele przy czym wymienię jako priorytetowe dwa z nich. Pierwszy to błędny rozkład priorytetów restrukturyzacji gospodarki jako całości. Drugi to brak ciągłości w realizacji procesów restrukturyzacyjnych. Każdy bez wyjątku rząd – zarówno obecny jak i te które nastąpią muszą i podkreślam to z całą stanowczością „muszą” przestrzegać zapisów konstytucji a prawo człowieka do ochrony zdrowia jest jednym z nadrzędnych praw jakie przysługują obywatelom tego kraju. Drugim obok zapisów konstytucji czynnikiem determinującym dostęp do podstawowej opieki medycznej jest fakt pobierania od każdego pracującego polskiego obywatela składki na obowiązkowe ubezpieczenie społeczne. Narodowy Fundusz Zdrowia a placówki opieki medycznej. Założenia dotyczące rozdziału środków finansowych dla rywalizujących o nie placówek służby zdrowia są błędne już u samej swojej podstawy. Jeżeli nawet przyjmiemy optymistyczny wariant w którym najlepiej zarządzane placówki przejmą wszystkie dostępne środki NFZ to może dojść do sytuacji w której zabraknie miejsc dla pacjentów a kolejki do specjalistów wydłużą okres oczekiwania na leczenie do takich rozmiarów w których już nie będzie kogo leczyć. Problemy wraz z pacjentami umrą śmiercią w cudzysłowie naturalną. Podobnie ma się sprawa pieniędzy „idących za pacjentem”. Kompletna bzdura ponieważ nie są one gromadzone na koncie każdego z nas a wrzucane do jednego worka jakim jest NFZ i tam giną w niezrozumiałych dla zwykłego obywatela rozdzielnikach. Placówki służby zdrowia a fundusz płac. W każdym cywilizowanym kraju o gospodarce rynkowej fundusz płac jakiegokolwiek przedsiębiorstwa jest procentową częścią osiąganego przezeń dochodu. Tłumaczenie protestującym pielęgniarkom i lekarzom aby z roszczeniami finansowymi zwracali się do dyrektorów placówek w których są zatrudnieni jest BŁĘDEM! Dlaczego? Z dwóch powodów. Pierwszym podstawowym błędem rodzącym wszystkie pozostałe jest zbyt niskie środki z NFZ na prowadzenie tych placówek. Nawet te – najlepiej zarządzane borykają się z brakami środków finansowych z powodu choćby takiego jak zbyt długi czas oczekiwania na zapłatę przez NFZ tzw. Wykonanych zabiegów ponadplanowych. Do innych nie mniej ważnych a nierozwiązanych problemów należą takie jak chociażby błędna wycena kosztów wykonywanych zabiegów, koszty aparatury niezbędnej do ich wykonywania czy też koszty środków farmakologicznych których ceny sięgają niczym niekontrolowanych rozmiarów napełniając kieszenie firm które jak pasożyty przykleiły się do polskiej służby zdrowia. Konieczność zapewnienia płacy minimalnej. Tak. Taka konieczność istnieje w przypadku pracowników służby zdrowia! Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta. Tak długo jak polska służba zdrowia nie zostanie w pełni zreformowana, tak długo ciąży na Państwie obowiązek jej dofinansowania w celu zapewnienia realizacji konstytucyjnego zapisu o ochronie zdrowia obywatela. Opieranie się na wskaźnikach płacy minimalnej w podstawowych sektorach gospodarki jest błędne z dwóch powodów. Pierwszy i najważniejszy dotyczy faktu iż płacą minimalną mogą zostać objęte osoby o najniższych kwalifikacjach a tego o polskich lekarzach ani pielęgniarkach na pewno powiedzieć nie można. Jako drugi powód należy wymienić stale rosnące koszty utrzymania rodziny. Uogólniając można bez większego ryzyka stwierdzić iż w kosztach tych sukcesywnie doganiamy kraje WE. Z zarobkami niestety nie. Lekarze i pielęgniarki to nie motłoch który nie potrafi liczyć. Wiedzą ile zarabiają ich koleżanki i koledzy w krajach wspólnoty i takie zarobki im się należą. Jak tego dokonać? No cóż. Mamy tak wielu wybitnych fachowców w rządzie, sejmie i senacie. Ich pensje są nie do pozazdroszczenia. Myślę że nadeszła pora aby mogli się swoją fachowością wykazać. Nowa partia?Jest tyle ważnych spraw wymagających mojego komentarza albo przynajmniej odniesienia się do nich jak na przykład aktualne problemy polskiego sądownictwa w kontekście wypędzanych z domów polskich rodzin zamieszkujących obszary które dzisiaj znajdują się na terenach wyznaczonych granicami z przed II wojny światowej. Moją uwagę przykuły jednak doniesienia o możliwym w niedalekiej przyszłości mariażu dwóch partii politycznych a mianowicie LPRu – Samoobrony. Obydwie te partie plasujące się dzisiaj w pobliżu progu wyborczego zamierzają się połączyć a to zaczyna rzucać nowe światło w kierunku przyszłej polskiej sceny politycznej. Światło o tyle groźne dla nas samych o ile znani ze swych radykalnych poglądów ich przywódcy mający po połączeniu sporą liczbę mandatów będą mogli wywierać olbrzymi wpływ na kształtowanie tak polityki zewnętrznej jak i wewnętrznej kraju. Próba połączenia obydwu tych ugrupowań może być również dla nich samych zabójcza a to z dwóch powodów. Pierwszy z nich to niezwykle silne osobowości obydwu przywódców. Ani Andrzej Lepper ani też Roman Giertych nie należą do tych ludzi którzy chętnie zmieniają swoją wizję świata aby dojść do konsensusu z partnerem tak więc możliwym staje się również ich natychmiastowy rozłam tuż po wejściu do parlamentu. Drugim powodem dla którego ten mariaż może stać się autodestrukcyjny dla obu partii jest choć jeszcze mała to wciąż rosnąca świadomość polityczna obywateli naszego kraju. O ile silnie skoncentrowane elektoraty obydwu partii są jeszcze do przełknięcia dla przeciętnego Kowalskiego który niezbyt chętnie wybiera się do wyborów o tyle kiedy zobaczy połączone siły obydwu ugrupowań zapewne zdecyduje się na oddanie swojego głosu przy urnie wyborczej na dowolnego kandydata byle by nie był to człowiek rodzącego się nowego ugrupowania. Co by nie mówić – obrazki jakie docierają z polskiego sejmu sugerują niedwuznacznie że czas jaki dzieli nas od nowego rozdania kart nie jest zbyt odległy. Wakacyjna przerwa może ostudzić nieco rozszalałe dzisiaj głowy parlamentarzystów choć jak sądzę po przerwie piekiełko wybuchnie od nowa. Może warto już dzisiaj zastanowić się co zrobimy przy wyborczych urnach za kilka miesięcy? Jak wysoko można upaśćJak nisko? Łatwo sobie wyobrazić. Może o zrobić np. ktoś taki jak ja (patrz „dżungla” http://mysliniepokorne.blog.onet.pl ). Jak natomiast wysoko? Wszystko zależy od mamony. Już słyszę jak po tych kilku słowach jestem odsądzany od czci i wiary przez zapalonych obrońców uczciwości. I – z jednej strony słusznie! Niema bowiem większego upodlenia dla człowieka niż sprzedać się za pieniądze. Są oczywiście przypadki np. kiedy sprzedałbym duszę nawet diabłu aby uratować życie ukochanej osoby ale nie o tym tutaj chcę pisać. Chodzi mi tutaj o zwykłych hultai, sprzedawczyków którzy dla określonych a raczej za określone pieniądze są w stanie zrobić dosłownie wszystko aby zgnoić lub pognębić drugiego człowieka. Kontekstem całego wywodu jest tutaj dla mnie tak zwana „sprawa Leppera”. Celowo nie szafuję tutaj określeniami w stylu miłość do ojczyzny czy coś w tym rodzaju. Od dawna bowiem jestem obarczony świadomością tego iż ani on – Andrzej Lepper ani którykolwiek z innych polityków nie jest tym – któremu poza zaszczytami władzy i pochodzących od niej profitów na ojczyźnie naszej cokolwiek zależy a jeżeli nawet to w części znacznie mniejszej niż można by tego oczekiwać po mężu stanu. Dowody? Nie pytajcie. Poza tymi oczywistymi jakie wychodzą na jaw wraz z kolejnymi aferami jestem zbyt mały aby wiedzieć cokolwiek więcej niż każdy z was – czytelników tego bloga. Jeżeli jednak porównam wiadomości jakie wyniosłem choćby ze szkoły podstawowej (a mam nieco wyższe wykształcenie) to mógłbym podobnie jak wy - wyliczyć wiele historycznych przykładów polityków z naszego kraju dla których Pro Publico Bono było hasłem przewodnim i najwyższym. Dzisiaj niestety wszystkim i wszystkimi rządzi wszechobecna mamona. Doszło już niestety do takich absurdów gdzie aby zniszczyć niewygodnego człowieka uruchamia się cały aparat służb specjalnych (CBA). Zapewne nigdy się nie dowiemy ile cała ta w cudzysłowiu operacja pochłonęła środków ale mogę się z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć że można by za nie wyposażyć nie jeden dom dziecka lub niejedno hospicjum. I w imię pytam się czego! I sam sobie odpowiadam bo nie potrzeba tutaj zbyt wysokiego IQ. Jak wysoko można upaść. Ano można. Aż do szczytu samej władzy. Szkoda tylko że nie za swoje pieniądze. Jesteśmy w tym państwie ograbiani na każdym kroku. Pieniądze z tytułu podatku od wynagrodzeń. Mają być przeznaczane na wiele dziedzin życia społecznego i między innymi na budowę dróg. Cóż tymczasem możemy się o tym dowiedzieć? Ano tyle że w Polsce budowa 1mb autostrady kosztuje ok. 42 000 zł. Jaka część tej kwoty jest rzeczywistą i uczciwą jej wielkością a jaka część to zwykłe oszustwo! Oszustwo nadzorowane przez skarb państwa bo przecież on jest nadrzędnym właścicielem dróg. A pieniądze z tak zwanego pakietu ubezpieczeniowego (ZUS)?. Od ludzi którzy przez całe życie oddawali na ten cel blisko połowę swoich dochodów żąda się dzisiaj zaciskania pasa bo NIE MA pieniędzy na podwyżki głodowych emerytur. Zadałem sobie odrobinę trudu i policzyłem. Rachunek jest bardzo prosty. > ((45 * 12 * średnia pensja) * 45%) – (10 * 12 * głodowa emerytura) Gdzie 45 to ilość przepracowanych lat, 12 to liczba miesięcy w roku a 10 to średnia długość życia na emeryturze. Przyjmując tylko tyle że wartość średniej pensji wynosi 1500zł otrzymujemy 810 000 zł. Głodowa emerytura to optymistycznie rzecz biorąc kwota 700zł pomnożona przez 12 miesięcy w roku i dziesięć lat pobierania daje kwotę 84 000 zł. Jest to zaledwie 1 / 10 kwoty jaką od nas pobrano!!! Jeżeli ktoś chce – może już na własny użytek pomnożyć różnicę obydwu kwot przez liczbę pracujących obywateli aby uzmysłowić sobie skalę problemu. Reszta dochodów budżetu państwa? Proszę bardzo. Za prawie każdy produkt kupowany przez nas w sklepie pobierane jest najczęściej 22% podatku VAT. A gdzie kwoty z akcyz? Paliwowych, tytoniowych itp. Opowiadanie że nasze państwo jest biedne należy włożyć głęboko między bajki. Jest tylko fatalnie zarządzane a zarobione przez nas pieniądze wydaje się na tropienie wyimaginowanych afer bo te prawdziwe są i pozostaną w ukryciu tam gdzie nasze oczy ich nie ujrzą. Jak wysoko można upaść? Hmmm! Niechciane dzieckoJeżeli „ktoś”, odniesie spektakularny sukces, natychmiast przyznaje się do niego wielu „twórców”. Znacznie gorzej kiedy pojawia się porażka. Z reguły brak jej ojców a jeżeli już nie mogą się niej wycofać natychmiast rozpoczynają się poszukiwania współtwórców. Porażka to dziwka. Zawsze można powiedzieć że kręciło się wokół niej tak wielu że o jakiejkolwiek odpowiedzialności mowy być nie może. Nie inaczej dzieje się w sprawie pana Rydzyka (tutaj ukłon w stronę pani Moniki Olejnik która podczas ostatniej rozmowy z Romanem Giertychem ani na moment nie zapomniała kto jest jej ojcem). Niewiadomo skąd (nawet zza oceanu) pojawiają się podpowiedzi jak można by rozwiązać tę niechcianą ciążę. Rządny sławy i poklasku klecha zapomniał w swojej zapalczywości, że wypowiadając obraźliwe słowa pod adresem głowy państwa natknie się na nie mniej zapalonego młodego agenta CBA jakiego w formie kukułczego jaja podrzucono do gniazda nomen omen katolickiej skądinąd uczelni. Z Onego jajka, miast wykluć się pisklę został tylko smród. Wyniuchali go polscy hierarchowie kościelni ale ponieważ zbyt był zjadliwy odesłali wprost do Watykanu. Szczęściem w nieszczęściu jest tylko to, że Bóg pomny tego co się w naszym kraju dzieje Papierza – rodaka naszego wcześniej do siebie powołał a Niemca na stolicy osadził. Biedny on oj biedny. Z uśmiechu jaki na ustach swoim zwyczajem sobie przykleił pozostał tylko grymas. Co wszystko z tego, jeżeli nawet tam, drzwi i okiennice szczelnie pozamykano aby ów smród więcej się już nie roznosił. Trąby Jerychońskie (czytaj radio Maryja) grają nadal ciesząc swym brzmieniem tych co chcą słuchać tylko o sukcesach pana redaktora. Nie pomni tego co o celibacie mówił Jan Paweł II, wyrazili swą milczącą zgodę na mariaż kościoła z polityką i nie długo trzeba było czekać. słowo stało się ciałem. Ciałem niechcianym zarówno przez wierzącą jak i laicką część społeczeństwa. Czy skończy się to aborcją? Czy pan redaktor zachowa szaty w jakie został ubrany przyjmując święcenia kapłańskie? Wiele pytań – niestety – znacznie mniej odpowiedzi. Episkopat milczy. Trąby grają nadal a w Watykanie okna i drzwi pozostają nadal szczelnie zamknięte. Zabawnie szanowna Pani MonikoStraszliwie trzeszczy stołek kiedy piszę o pani. Wiercę się i kręcę na nim próbując dobrać takie słowa które z jednej strony oddadzą treść moich przemyśleń a z drugiej pani nie obrażą i to nie z powodu abym bał się procesu o zniesławienie ale abym nie stał się podobnym w wyrażaniu opinii do pani. Z jednej strony muszę panią pochwalić. Widać staranność z jaką przygotowuje się pani do każdej rozmowy z upatrzoną ofiarą. Z drugiej – choć wiem że dziennikarz powinien być w pewnym sensie napastliwy to jednocześnie istnieje taka cienka linia pomiędzy dobrym smakiem a chamstwem i o ile wiem to nie powinno się jej przekraczać. Opuszczanie wykładów z Public Relations w niczym pani nie usprawiedliwia. Jawna manifestacja swoich preferencji politycznych to coś - co dziennikarzowi nie przystoi już w zupełności. Od przedstawicieli tego zawodu oprócz rzetelności wymaga się obiektywizmu w prezentowanych relacjach a wystawianie komentarzy pozostawia się takim zwykłym zjadaczom chleba jak ja. Obserwując panią od lat (z nieukrywanym zaciekawieniem) już paru, widzę w niej osobę która za ofiary swoich dygresji wybiera sobie interlokutorów z grupy mężczyzn. Czyżby jakiś wewnętrzny uraz? Pomimo starannego makijażu i nienagannego ubioru widać na pani twarzy zmęczenie i smutek. Rozjaśnia się ona tylko w tych momentach, kiedy po starannie dobranej dawce jadu twarz pani rozmówcy czerwienieje ze złości lub też jak to częściej bywa, pokrywa się smutkiem lub zażenowaniem. Niewątpliwie należy pani do grona ludzi tak inteligentnych jak i wrażliwych. W swej inteligencji proszę jednak nie zapominać o wrażliwości. Nie tej, swojej własnej a o wrażliwości tych, z którymi pani rozmawia. Swoją drogą – to marzy mi się, aby któregoś dnia zrobiła z panią wywiad Kazimiera Szczuka. To pewnie było by zabawnie interesujące. Komentarz prawie politycznyStosunkowo nudna do tej pory scena polityczna spolaryzowała się gwałtownie wraz z dymisją wicepremiera, ministra rolnictwa Andrzeja Leppera. I nie o tę „reprezentacyjną” scenę polityczną mi chodzi. W ławach sejmowych, popierany właściwie tylko przez członków własnej partii, wywoływał mieszane uczucia opinii społecznej. Dla wielu z tej grupy był postacią obojętną. Z jednej strony zjawiskiem które pojawiło się na scenie politycznej jako postać o nie do końca nieposzlakowanej opinii, z drugiej – jako człowiek prawy, walczący o interesy elektoratu związanego z wsią i biedniejszą częścią społeczeństwa. Co ciekawe – kiedy po „beztroskich” działaniach CBA, w niewyjaśnionych okolicznościach został pozbawiony wszystkich zajmowanych stanowisk w większym stopniu zaczął zdobywać odruchy sympatii ze strony swoich byłych oponentów aniżeli zwolenników. Elektorat PiSu mamiony do tej pory wartościami zawartymi w tytule tego ugrupowania spostrzegł nagle że dumne deklaracje jego przedstawicieli mają się w dwuznaczny sposób do sposobu w jakim je realizuje. Stara zasada Dzierżyńskiego mówi mniej więcej tak. Dajcie mi człowieka a znajdę na niego paragraf. I znaleźli. Znaleźli w cudzysłowie - albowiem podległy im aparat represji nie do końca wywiązał się z powierzonego im zlecenia. Niby uszyli spodnie, tylko podczas przymiarki nici puściły i ukazał się goły tyłek. Pozostał wstyd i niesmak bo i widok mało polityczny a i śmiech pośród pospólstwa się rozniósł. Zapadła trwająca kilka dni konsternacja, próby ponownego zszycia ale spodnie okazały się zbyt ciasne a próba założenia ich przez głowę spowodowała że teraz z otworu wcześniej przygotowanego na rozporek wygląda roześmiana twarz pana Leppera. Jest takie stare powiedzenie że głupcem nie jest ten kto popełnia błędy ale ten kto stara się w nich wytrwać. Pora dla panów z ławy rządowej aby do tej maksymy się dostosować. Słowo przepraszam jeżeli popełniłem błąd cechuje ludzi mądrych i prawych a chyba za takich chcecie się uważać. |
|
|