Profilo di Adam M. Grudziń...Moim zdaniemFotoBlogElenchiAltro ![]() | Guida |
|
|
17 marzo Fizyka w polityce.
Co bardziej krewki czytelnik zapewne kręci mi teraz palcem kółko na czole bijąc się jednocześnie z myślami – „co może mieć nauka ścisła wspólnego z wodolejstwem”. Ano – ma. Jest wiele takich wspólnych mianowników a ja w dzisiejszym poście postanowiłem zająć się zjawiskiem inercji. Z inercją mamy do czynienia na każdym nieomal kroku i to w znaczeniu nawet dosłownym. Nieobeznanym we fizycznych terminach zaraz to wytłumaczę. Kiedy idziemy ulicą i chcemy się zatrzymać musimy do realizacji tego zamierzenia użyć jednej z dwu metod. Pierwsza będzie polegała na zamianie ruchu jednostajnego w ruch jednostajnie opóźniony aż do całkowitego zatrzymania. Druga zaś – bardziej brutalna – występuje w przypadku zderzenia z przeszkodą o masie większej od masy naszego ciała, czyli dla przykładu będzie to ściana budynku, na którą możemy się natknąć podczas zbyt intensywnego czytania Trybuny w czasie ulicznego spaceru. Im większa masa – tym trudniej ją zatrzymać lub zmienić jej kierunek. Spróbujcie dla przykładu zmienić kierunek poruszającego się samochodu przechodząc na drugą stronę ulicy. Efekt będzie o tyle mizerny, o ile masa samochodu będzie większa od masy naszego ciała. O skutkach takiej praktyki już nie wspomnę przed spożyciem posiłku lub bezpośrednio po nim albowiem nie chcę nikogo narażać na rozstanie się z ulubioną potrawą. Ze zjawiskiem inercji nierozerwanie związane jest również fizyczne pojęcie dotyczące wektorów sił. Przekładając to z fizyki na język polski możemy w dużym uproszczeniu powiedzieć że: stosunek naszej żony do nas samych jest wprost proporcjonalny do włożonego w nią uczucia miłości i odwrotnie proporcjonalny do wielkości zadrażnień z teściową. Odnosząc wymienione wyżej wielkości do spraw związanych z polityką, można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, iż od momentu podjęcia dowolnej zmiany jej kierunku - do momentu zaobserwowania jakich kol wiek zmian w mechanizmie o tak dużej masie jaką jest gospodarka – musi upłynąć stosunkowo długi okres czasu. Dodając do tego opisu definicję wektorów sił – a w przypadku tak skłóconych – a więc działających w przeciwnych kierunkach sił politycznych – obiekt na którym wykonujemy przedmiotowe doświadczenie – w przypadku kiedy te siły są równe – pozostanie co najwyżej w spoczynku lub będzie się poruszał z prędkością wcześniej ustaloną. Wniosek z tych doświadczeń jest więc taki. Albo kochani politycy nauczycie się podstawowych praw fizyki oraz podejmując zgodne co do kierunku decyzje spowodujecie że gospodarka będzie się rozpędzać – albo przynajmniej nie róbcie nic – aby jej przypadkiem nie zatrzymać. 16 marzo Podlizywanie jest niehigieniczne - dla psychiki.Próby przypodobania się komuś na kim lub na jego opinii o nas nam zależy z reguły kończą się klęską dla obu stron. Tak osoba która się podlizuje Podlizywany – czyli odbiorca tych psychicznych obsceniczności jeżeli należy do grona ludzi inteligentnych wlot wyczuwa intencję podlizywacza co tylko wzbudza jego podejrzliwość co do zamiarów podlizującego. Nieco inaczej wygląda sytuacja kiedy pozlizywanego można określić jako osobę o niskich walorach intelektualnych. Jego rosnące we własnych oczach znaczenie zwykle przeradza się w skłonności do wykorzystywania swojej w cudzysłowie pozycji na podlizującym co w ogólnym rozrachunku nie jest smaczne ani dla zewnętrznych obserwatorów tego zjawiska ani samego podlizującego albowiem jego osobowość sprowadza się do roli błazna na dworze Stańczyka. Reasumując stwierdzić należy że jakiekolwiek formy deprecjacji własnej wartości są już w samym swoim założeniu błędem jeżeli chcemy się komuś przypodobać. Można w tym celu wyrazić np. szacunek dla czyichś poglądów zachowując swoje własne (pod warunkiem że słuszne) zdanie. Ciekawe! Czy ktoś ma na ten temat inne zdanie? 15 marzo Iskierka nadziei?Spadające liście z drzew. Jak kartki z kalendarza, jak mijający kolejny sen. Zaschnięta w pamiętniku róża i garść wspomnień rzuconych w otchłań wszechogarniającej pustki. Jeszcze nie minęło do końca zima a już wiosna. Jeszcze tli się w nas jakaś iskierka. Zwłaszcza wtedy – kiedy możemy powiedzieć komuś magiczne dwa słowa.
Krakowski rynek – jakże inny niż kiedyś. Rozświetlony migającym światłem świec kawiarnianych ogródków. Podświetlona od dołu i strzelająca wysoko w niebo wieża Mariackiego kościoła. Gdzieś na końcu Grodzkiej stare mury wawelskiego zamku. I my. Sami. Czy do końca? Chyba nie. Dopóki nie opadł ostatni liść z drzewa – tli się w nas zawsze jakaś iskierka. I pragnienie wypowiedzenia raz jeszcze tych dwu słów. Magicznych w swoim wymiarze jak magiczny jest sens naszego istnienia. 13 marzo Zaglądnij do własnej duszy – a na pewno nie znajdziesz tam siebie.To motto jednego z moich blogów które stargał wicher onetowej burzy. To był dobry blog. Właśnie taki „od środka”. Bez zakłamania czy uprzedzeń. Bez kreacji własnej osobowości choć komentarze do niektórych jego postów nacechowane były wręcz wrogością. Czyżby niektórzy z moich dawnych komentatorów odnajdywali w nim cząstkę siebie? Tego – niechcianego własnego ja - które przeszkadza w codziennym życiu no bo w końcu kto z nas chciałby okazać się frajerem? Jak daleko musimy odejść na bok od samego siebie aby poczuć się bezpiecznie. Przecież tak naprawdę to stoimy obok własnego jestestwa ubierając w maskę uczucia i myśli aby uchronić je przed szyderstwem tych – których nazywamy cwaniakami a którzy tak samo jak my tak naprawdę są ciepli i wrażliwi a tylko lęk przed ujawnieniem własnej słabości nakazuje im na co dzień być innymi. Ostatnio – po raz nie wiem już który oddaję się lekturze książki prof. Trąbki -„mózg a świadomość”. Autor opisuje w niej wzajemne relacje pomiędzy odruchami obronnymi człowieka wynikającymi ze świadomości zagrożeń płynących z otoczenia. Obronnymi – a więc wynika z tego że „tym” – co mamy „bronić” – jest nasze prawdziwe „ja”. Posiłkując się najprostszym przykładem – nasza świadomość działa w następujący sposób: 1. – dziecko parzy się dotykając palcem gorącego żelazka. 2. – w wieku dorosłym nie dotyka już rozgrzanego żelazka bo zna konsekwencje takiego postępowania. Przenosząc podany przykład na sferę uczuć – można by się pokusić o stwierdzenie – że raz zranione uczucia nakazują nam na ostrożność w wystawianiu ich na krytykę lub zniszczenie. Jednak pomimo to – przychodzą takie okresy w naszym życiu, że chcemy czy nie – wyciągamy je z „sejfu” na wzór doniczki z kwiatem który przecież aby istnieć - potrzebuje zarówno słońca jak i wody. Czujemy się jednak w tedy jak wąż w okresie wylinki. Całkowicie bezbronne stworzenie bez żadnej ochrony. Jak żółw – który przypadkiem zgubił swoją skorupę i nie ma się gdzie schować. Często oceniamy innych ludzi po tym – jakich widzimy ich na co dzień. Czy jednak w istocie takimi są naprawdę? 10 marzo Wiara – fakty i mity.Wiara Nie, nie! Nie będę pisał tutaj o kanonach wiary. Nie znam się na tym zupełnie, a jak pisałem w jednym z komentarzy na innym blogu – nie powinno się dokonywać oceny czegoś o czym się nie ma zielonego pojęcia a tym bardziej jeżeli „coś” leży również po stronie uczuć a w tym przypadku były by to uczucia religijne. Chodzi mi tutaj w pokładanie wiary we własną nieomylność. Czytając różne blogi, dosyć często spotykam się z wygłaszaniem różnych opinii, które w przekonaniu ich autorów są nacechowane pewnością co do prawdy jaka jest w nich zawarta, podczas gdy oceniany przedmiot lub podmiot przybiera taką a nie inną barwę tylko dzięki osobistym przekonaniom blogowicza. Oczywiście – każdy z piszących ma prawo do wygłaszania własnej oceny jakiegoś zjawiska ale jednocześnie zanim taką ocenę wyrazi – powinien najpierw odnieść się do faktów, rzetelnie je udokumentować a dopiero w następnej kolejności dokonywać ich oceny uzasadniając swój sposób myślenia lub cenione przez siebie wartości. W przeciwnym wypadku – powstaje jakiś mityczny obraz, w który wplatają się wątki własnych przemyśleń a te zaś - mają się tyle do rzetelnej oceny jakiegoś zjawiska co nic. Wiara we własną nieomylność prowadzi najczęściej do kiepskich a czasem wręcz tragicznych skutków żeby wymienić tutaj dla najostrzejszego przykładu Hitlera – który w przekonaniu własnej nieomylności doprowadził nieomal do zagłady świata. Fakty. Fakty są rzeczywistością. Są jednak różnie oceniane – albowiem każdy człowiek posiada w swojej świadomości bagaż doświadczeń nakazujący mu dokonywać oceny jakiegoś zjawiska zgodnie z własnymi przekonaniami czy gustami bądź też aktualnie panującą modą. Weźmy dla przykładu pomnik Adama Mickiewicza w Krakowie. Faktem jest tylko to że jeszcze stoi. Faktem jest że u jego podnóża dokonywały się różna manifestacje i protesty, natomiast nasza ocena może się sprowadzać jedynie do faktu że on jest albo go niema. Fakt – on jest ładny. Fakt - on jest brzydki. Dokonujemy tutaj oceny faktu wzbogacając go o przymiotniki które związane z danym faktem określają ten pomnik ale w tym momencie dokonujemy subiektywnej oceny konkretnego faktu. O słuszności takiej oceny możemy się dopiero przekonać dokonując jej na podstawie statystyki zebranych opinii. Jeżeli ocena „ładny” padnie w okolicy 70% odpowiadających to możemy z pewną dozą prawdopodobieństwa powiedzieć że ten pomnik jest ładny. Nigdy jednak nie będzie to 100% i chwała Najwyższemu że tak właśnie jest. Mity Czym są mity? Mity to relacje. Najczęściej przekazywane z ust do ust lub czasem pisemnie. Część przekazów zawiera elementy prawdziwe ale nigdy do końca nie zawierają całej prawdy. Tak jak w zabawie w „głuchy telefon” – przekazywane w dowolny sposób relacje podlegają naturalnym zafałszowaniom. Bywają też sytuacje w których mity tworzone są w sposób celowy i nakierowany na osiągnięcie jakiegoś celu. Mity podobnie jak i ocena faktów podlegają jednak weryfikacji. Wykazują to niezbicie badania historyczne odnoszące się dla przykładu historii Greki lub czasów nam nieodległych. Mity bywają bardzo groźnymi zjawiskami. Pokładanie wiary w istnienie jakiegoś faktu lub zjawiska – bywa wykorzystywane bardzo często w niecnych celach. Najprostszym przykładem jest tu wytworzenie mitu Baby Jagi i straszenie nim niegrzecznych dzieci w celu wywołania ich określonych zachowań. Pora na podsumowanie czyli ten moment w którym autor nie ma już siły dalej myśleć. Pisząc o czymś powinniśmy zawsze pamiętać – że nikt nie jest nie omylny. 09 marzo Do użytkownika Live Space - PlanetaPrzepraszam wszystkich że tutaj piszę te słowa ale "ktoś" - kto występuje pod nickiem Planeta zasypuje moją skrzykę meilową z prośbą o kontakt nie dając jednocześnie szansy na odpowiedź albowiem ustawienia jego(jej) bloga lub maila nie dają mi szansy na odpowiedź. Proszę sprawdzić swoje ustawienia.
Pozdrawiam Prawa wojenne Murphy`ego1. Jeśli natarcie posuwa się bez przeszkód - właśnie wchodzisz w pułapkę. 2. Staraj się wyglądać niepozornie - może przeciwnik ma mało amunicji. 3. Żaden plan bitwy nie przetrwa kontaktu z wrogiem. 4. Plan operacji wygląda świetnie do pierwszego kontaktu z nieprzyjacielem. 5. Ogień wspierający nie wspiera. 6. Ogień zaporowy to nie zapora. 7. Ogień zaporowy jest skuteczny jedynie, gdy jest stosowany na opuszczone pozycje. 8. Problem z najprostszą drogą odwrotu jest taki, że przeciwnik zdążył ją zaminować. 9. Nigdy nie przebywaj w jednym okopie z kimś odważniejszym od ciebie. 10. Nie ściągaj na siebie ognia, to denerwuje sąsiadów w okopie. 11. Nieprzyjaciel niezmiennie atakuje w dwóch przypadkach: - kiedy jest gotowy - kiedy Ty nie jesteś 12. Pozorujący atak nieprzyjaciela, który ignorujesz - jest właściwym natarciem. 13. Jeśli przeciwnikowi trudno jest wejść, to tobie trudno jest wyjść. 14. W okopach nie ma niewierzących. 15. Postrzał w klatę to sposób, w jaki Natura sugeruje Ci, żebyś wyluzował. 16. Pieęciosekundowe zapalniki wybuchają po trzech sekundach. 17. Uciekający przeciwnik zapewne tylko się wycofuje na z góry upatrzone pozycje. 18. Najczęściej zacinają się karabiny nie zacinające się. 19. Nie zapominaj, ze Armia zaoszczędziła kupę kasy na konstrukcji Twojej broni. 20. Jeśli coś Ci się nie udaje za pierwszym razem - poproś o wsparcie z powietrza. 21. Twoja artyleria skraca ogień, jak tylko wychylisz się z okopu. 22. Nie ma planów doskonałych. 23. Jeśli coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie. 07 marzo Jutro już weekend więc coś na rozweselenieŚwintuszek Kazio Pewnego razu…. Nie! Tak zaczynają się bajki a to się zdarzyło. Wyobraźcie sobie park. Taki zwykły przyszpitalny park ośrodka geriatrycznego. Wieczorową porą, słusznego już wieku pani Jadzia (geriatria!) spacerując alejkami napotyka nie mniej słusznego wieku pana Kazia. Biedaczysko owo siedziało na ławce oddając się rozmyślaniom a twarz jego tak wielki wyrażała smutek że pani Jadzia na chwilę przystanęła. Z nieukrywaną w głosie troską nieśmiało zapytała: Co ci to Kaziu. Ach… wiesz…. Już tak dawno żadna kobieta nie trzymała w ręce mojego siusiaka. Zaintrygowana – a może litościwego będąc serca przysiadając obok szepnęła mu do ucha: wiesz co? Ja ci potrzymam. Następnego dnia – no cóż. Spuśćmy zasłonę milczenia. I następnego, i następnego – dość na tym że po kilku wieczorach pani Jadzia spacerując alejkami parku spotkała pana Kazia ale…. W towarzystwie pani Ewy. Zmieszana, targana przykrymi emocjami postanowiła pana Kazia spytać wprost. Dlaczego mnie zdradziłeś! Co ta flądra ma takiego czego ja nie mam! Parkinsona – odparł z nutką radości w głosie pan Kaziu. Parkinsona! Moje potyczki z mitologią czyli Prawo i Sprawiedliwość.Dość znane powiedzenie mówi że nie ma skutku bez przyczyny i tak zapewne jest, skoro poszukiwanie przeze mnie wyjaśnienia fenomenu braci Kaczyńskich przeniosło mnie w czasy co prawda bardzo odległe, ale oddające w pełni istotę obydwu panów oraz ich zamiłowania zarówno w kierunku nauk prawniczych jak i historycznych. Szukając możliwych źródeł powstania nazwy partii braci Kaczyńskich posłużyłe m się tutaj metodą zaczerpniętą wprost z Darwina i popatrzcie na poniższe obrazki zastanawiając się jednocześnie czy aby nie miałem racji Kim była Temida? – to bogini sprawiedliwości i praw. Nastąpiła tutaj swego rodzaju morfizacja czyli nadanie postaciowości obiektowi poprzez ucieleśnienie postaci mitologicznej do realu jakim bez wątpienia Posuwając się do granic absurdu (bo czemu nie skoro wszystko w naszym k raju leży na pograniczu tego zjawiska) , można by iść dalej śladami historii podstawiając do zapisów mówiących o tym iż przedmiotowa Temida będąc drugą żoną Zeusa, była Sam Zeus. Grecki bóg Nieba i Ziemi. Bóg pogody; władca błyskawic. Uosobienie najwyższej zasady rządzącej Wszechświatem. Władca wszystkich bogów i ludzi który strzegł prawa i porządku na świecie, bezlitośnie karz Jakże dobitnie wplatają się tutaj wątki zamiłowania do władzy, pałaców i sług wiernych a w temacie związanych jak choćby dla przykładu postać pana Z. Ziobry. Gdybyż to jeszcze Pan Jarosław zechciał dostrzegać różnicę pomiędzy prawem naturalnym a stanowionym i widział w nim jego nadrzędność nógłbym się jeszcze pokusić aby jakąś sympatią do tej postaci zapałać. Pan Jarosłąw jednak prawo stanowić lubi. Przekonali się o tym wszyscy ci należący onegdaj do jego ugrupowania co odważyli się na moment mieć odrębne zdanie. Pan Jarosław ma przepaskę na oczach a miecz w ręku ostry. Kończę więc swoje bazgroły bo.... cicho! Lepiej nie wywoływać wilka z ...pałacu? 06 marzo Miller odkrywa prawdziwą twarzWybaczcie proszę że o lewicy raz jeszcze ale nie ptrafię się powstrzymać. Nie porafię dla tego - że Leszek Miller znowu oszukuje a na dokładkę oszukuje mojego "cyeberprzyjaciela" wiążącego z jego ugrupowaniem politycznym własne nadzieje. Szczytne hasła zaczynają blednąć w obliczu tego co wyznał Pan L. Miller w czasie konfronatacji z Panią Anitą Błochowiak - posłanką LiD w czasie prowadzonej przez Panią Monikę Olejnik "Kropce nad I" O co więc tak na prawdę chodzi Panu Millerowi. Jak mogliśmy się dowiedzieć z wypowiedzi głównego bohatera audycji - tak na prawdę PL ma się stać dla niego odskocznią do rewanżu za przegrane wybory do których to L. Miller stawał z list Samoobrony. Jak sam się onegdaj wyraził - "prawdziwy mężczyzna nigdy nie kończy" i zapewne takie właśnie słowa stały się jego mottem życiowym. Szczerze mówiąc nigdy nie lubiłem Leszka Millera jako polityka. Nie lubiłem z resztą wszystkich polityków związanych z PZPR em ale dzisiaj L. Miller pobija w moich oczach wszelkie rekordy możliwego znienawidzenia. Chęć rewanżu na byłym już na szczęście ministrze sprawiedliwości Zbigniewie Z. chęć pokazania że PL wejdzie do sejmu za cenę rozbicia lewicy pokazuje tak na prawdę iż Panu Leszkowi wcale nie zależało podczas rejestracji swojego ugrupowania na poprawie losu "uciemiężonych rodaków" a jeżeli już nawet to tylko niejako przy okazji realizacji swojego głównego zamiaru czyli "wytarcia buzi" konkurentów takich jak Prezydent Kwaśniewski czy przewodniczący SLD Marek Borowski którego pan Miller w prezentowanym programie odważył się nazwać "ścierką do butów". Najbardziej jednak w tym wszyskim podłym dla mnie jest fakt iż Pan Leszek Miller zamierza użyć do swojego niecnego planu ludzi młodych - którzy z racji swojego wieku nie wiele wiedzą o tej postaci a jeżeli już to tylko z encyklopedycznych wywodów. Jest to podłe i wstrętne dla tego, iż energia tych ludzi - zamiast zostać spożytkowaną dla dobra kraju, zostanie brutalnie zmarginalizowana w momencie osiągnięcia przez Millera zamierzonego celu. Celu którego trudno jest nazwać inaczej jak tylko odwetem za prywatną klęskę. 05 marzo No to mamy z głowy lewicę.Choć są tacy co się cieszą. Powstała nowa partia - Polska Lewica. Oczyma wyobraźni dostrzegam już nawet rozpromienioną twarzyczkę tow. Leszka M jak z rozłożonymi na przyjęcie nowych członków ramionami stoi u wejścia siedziby "nowego" ugrupowania. Każdgo kto przyjdzie obłapi w geście pojednania a tuż po rybim pocałunku w sam środek ust z roziskrzonymi oczyma zawoła "mordo ty moja". LiDka co prawdę schudnie ale może dzięki tej operacji odssysania zbędnej tłuszczy stanie się przez to samo bardziej atrakcyjną panną. Szkoda tylko że lekkich obyczajów. Żem człek już w latach podeszły to i pamięcią wstecz sięgnąć mogę do czasów, kiedy to elektorat czerwonego ugrupowania za najbardziej stabilny i zwarty uchodził. Teraz zaś złupieje do szczętu albowiem tyleż samo co w onczas na prawicy - teraz lewicowych partyjek się namnożyło. Dałby Bóg Pan jeszcze z kilka takich samych to i rozdrobnienie wzrosło by na tyle że i progu wyborczego nie zdołali by osiągnąć.
04 marzo PiS jest nam bardzo potrzebnyJeżeli ktoś myśli że mi odbiło to zapewniam. Jest w błędzie. Nic bowiem aż tak bardzo nie dopinguje do pracy nad własnym wizerunkiem jak krzywe zierciadło. Można się na PiS obrażać ale za nie jedno - trzeba być mu wdzięcznym. Za co? Po pierwsze za wskazywanie drogi którą należy odrzucić. Drogi - polityki konfrontacji i pomówień. Ustawicznego poszukiwania "haków" na kogo i co się da. Polityki wskazywania że jeżeli ktoś jest czarny to nasz kolor w odróżnieniu jest... no jaki? Po drugie za wskazywanie rzeczywiście słabych miejsc. Oprócz krzywego zwierciadła - PiS pełni także wspaniałą rollę raka - który na w zasadzie zdrowym organiźmie stara się znaleźć miejsca najsłabsze aby w nich właśnie zaatakować. Nie okłamujmy się. Platforma nie jest jescze partią posiadającą lekarstwo na wszystkie bolączki naszego państwa i wcale nie wiadomo czy taką partią się stanie. Czym są bowiem w istocie partie polityczme? Są pewnym zlepkiem. Konglomeratem ludzi o podobnych poglądach w dziedzininie wizji obrazu państwa jako całości. Zlepek zaś jak wiadomo - nie jest nigdy całkowitym monolitem i aby ten fakt przed wyborcami ukryć wymyślono pojęcie pluralizmu. Nie sądzę jednak aby dzisiaj w Polsce nadmiar pluralizmu był zbyt potrzebny. Pluralizm bowiem ma to do siebie że z reguły rozmywa istotę problemu a nie problem sam w sobie. W tym miejscu widzę istotną przewagę PiSu nad platformą. PiS - jest bardziej wewnętrznie skonsolidowany. Polsce potrzebna jest dzisiaj odrobina zamordyzmu albowiem nadmierna liberalizacja pozostawia za sobą obraz człowieka który nie umiejąc pływać zostaje wyrzucony na głęboką wodę. Uratować może się tylko ten - kto potrafi szybko się uczyć. Cała reszta pójdzie na dno nie zdążywszy nawet zaczerpnąć łyku powietrza. Odrobina - to nie znaczy pełnia. Lekcje zamordyzmu przswajaliśmy sobie dość długo w okresie PRLu i rządów Jarosława Kaczyńskiego. Dla wymienionego pana - zamordyzm stanowi jednak wartość na tyle ważną że zdeprecjonował on obaz jego osoby do tego stopnia że Polacy w ostanich wyborach powiedzieli NIE. Zapanować nad haosem. W informatycznym światku podstawowych praw istnieje zasada - dziel i rządź. Zasada bardzo mądra w swoim przesłaniu albowiem jej głównym założeniem jest podział zadania na mniejsze a przez to łatwiejsze do opanowania odcinki nad którymi z racji ich wielkości potrafimy skutecznie zapanować. Rodzi się tutaj jednak pewne niebezpieczeństwo. Warunkiem osiągnięcia powodzenia w rozwiązaniu problemu jako całości jest posiadanie zespołu programistów który będzie umiał ze sobą współpracować. Taki zespół musi posiadać dobrego szefa który ogarnie spragnionych wolności członków zespołu i w sposób właściwy potrafi wskazać tych - którzy do wykonania określonego zadania nadają się najlepiej. Tutaj samoistnie rodzi się pytanie. Czy lepszym szefem jest Tusk czy Kaczyński. Ja to widzę tak. Tusk patrzy we właściwą stronę. Kaczyński lepiej potrafi zapanować nad zespołem. Może więc są nam potrzebni oboje? Tu największy jest ambarans.... 03 marzo Mistrzoswo świataInformuję wszem o wobec że padłem. Padłem jak kawka nie wydając ani kropli moczu. Padłem jak pająk w sieci rozpiętej w miejscu gdzie żadna mucha nie mogła się pojawić. Co mnie tak zwaliło z nóg? Obwieszczenie Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 20 listopada 2007 w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu ustawy – Prawo Zamówień Publicznych. Dziwiłem się dlaczego nikt nie chciał wziąć zamówienia na napisanie stosunkowo prostego programu komputerowego którego zadaniem była by pomoc w przygotowaniu zamówienia publicznego dla osób fizycznych oraz prawnych. Kasa była całkiem sensowna więc moje zdumienie narastało coraz bardziej. Powiem więcej. Z reguły na taką kasę pracuję cały rok. Jedynym kryterium jakie musiałem spełnić to czas. Dano mi czas do soboty czyli miałem w sumie blisko dwa tygodnie. Z niejednego już pieca chleb smakował mi wybornie, programów napisałem też bez liku a gnany dodatkowo zapotrzebowaniem gotówki rzekłem sam do siebie. Cóż za idioci z moich kolegów że tego „tematu” nie wzięli. Idiotą okazałem się ja. (nie po raz pierwszy i zapewne(nie ostatni)) Sam program to była „betka”. Zajęło mi to raptem 2 dni, później „usieciowienie” i na koniec postanowiłem sobie wklepanie danych. Z „pod palucha oczywiście”, bo jak się okazało – brak jest dokumentu w formie elektronicznej. Pal sześć – powiedziałem sobie i dalej że do pracy. Wygodne biurko z takim samym fotelem, termos z kawą, dwie paczki papierosów i… padłem już po pierwszych dwóch stronach. Spodziewając się jak brzmiało w tytule „jednolitego tekstu ustawy” – natknąłem się na tekst - „ustawą z dnia…. o zmianie ustawy” i natychmiast wszystko co jeszcze we mnie trzymało się dziarsko opadło a raczej upadło. W miarę jak upływały godziny tak problem narastał. Wkrótce moje biurko zrobiło się stanowczo zbyt małe aby zmieściła się na nim mysz i klawiatura. Po następnej godzinie nie miałem już gdzie spać bowiem jedyne do tego celu przeznaczone miejsce zaczęło patrzyć na mnie grozą równiutko poukładanych stron ustawy. Raz kozie śmierć – powiedziałem w ostatniej godzinie kiedy o 4 tej nad ranem termos ukazując swoje obraźliwe dno – zmusił mnie do wędrówki szlakami kolejnych już stron wyścielających do granic podłogę. Na szczęście korytarz klatki schodowej był jeszcze ocalony. (10MB danych (ok 60 stron A4 zapisanych dwurzędowo czcionką 8pkt) Tak było przez blisko 6 dni i nocy. Smutne jak cholera Nie będę tutaj zdradzał nazwy instytucji zamawiającej ten program. Nie wolno mi tego zrobić ale wolno powiedzieć tyle że mieli byście powody do niezłego śmiechu. Mnie zaś pozostał z tej przygody przyczynek do napisania postu i paru konkluzji. Pierwsza to taka – że już wcale się nie dziwię że przygotowania do Euro 2012 idą jak idą czyli jak żółw. Zresztą – tak jest ze wszystkim co wymaga rzetelnie i bezbłędnie przygotowanego zgodnie z prawem przetargu. Nie dziwcie się że Sejm i Senat stoi. Od czasu „wymyślenia” ustawy o zamówieniach publicznych stoi dosłownie wszystko (oprócz tego co powinno). Ustawa jest tak zagmatwana – że bez wspomagania przez komputer wręcz nie możliwe jest właściwe przygotowanie przetargu. Powstała cała masa firm doradczych (grzybów) które „siadając” na firmach – doją z nich kasę jak za zborze. Kto potem za to płaci? - jak zwykle. Ostatni odbiorca czyli ja i Ty. Nie zadaję pytania dlaczego nie pokuszono się o rzeczywiście jednolity tekst ustawy. Nie było by miejsca na pracę dla prawników oraz wszelkiej maści oszustów. Pozdrawiam serdecznie i idę spać. Na ewentualne komentarze odpowiem po przebudzeniu.(być może na wiosnę) Z kart historii IIIKtóregoś dnia usiadłem przy kompie zastanawiając się co by tu można napisać na niedzielę. Niech by ten dzień jakoś się wyróżniał z pośród innych gdy codzienne wiadomości czerpane z gazet i ekranu TiVi zalewają nas waśniami co pomniejszych i większego formatu polityków. Jakoś siłą rzeczy zaczyna szukać człowiek usprawiedliwienia. Uświadomienia sobie – co takiego mamy w sobie my Polacy że latamy w historycznych wydarzeniach niczym orły a w rzeczywistości kreujemy się na obraz ćmy i do tego ćmy wyjątkowo ambitnej w swym dążeniu do samozagłady nad płomieniem świecy. Później nieco nadeszła refleksja. Czy jednak rzeczywiście mamy to wypalone na własnej skórze piętno narodu przeklętego przez wszystkich bogów czy też udzielano nam „pomocy” z zewnątrz aby skutecznie i na zawsze wymazać Polskę z mapy świata. Co na takie dictum mówią karty historii? W dzisiejszym odcinku przejdziemy do roku 1772 czyli daty pierwszego rozbioru Polski
Później nieco nadeszła refleksja. Czy jednak rzeczywiście mamy to wypalone na własnej skórze piętno narodu przeklętego przez wszystkich bogów czy też udzielano nam „pomocy” z zewnątrz aby skutecznie i na zawsze wymazać Polskę z mapy świata.
Co na takie dictum mówią karty historii? W dzisiejszym odcinku przejdziemy do roku 1772 czyli daty pierwszego rozbioru Polski.
Kiedy w Polsce mnożyły się projekty zmian, dwór berliński słał protesty do Petersburga. Zmienił się także stosunek Rosji do króla. Próbowano odizolować go od Czartoryskich i przestrzec przed daleko idącymi reformami, ponieważ obawiano się, że Poniatowski zwróci się o pomoc do Austrii i Turcji. Pomagała w tym wszystkim niechęć republikanów do króla. Wszystko zaczęło się już w 1770 r., kiedy to Fryderyk II zajął spory szmat ziemi wielkopolskiej kordonem sanitarnym. Prusy rozwijały swoją działalność dyplomatyczną, ponieważ chciały skłonić Austrię i Rosję do rozbioru Polski. Sytuacji sprzyjały wygrana wojna z Turcją przez Rosję i chęć zbliżenia się Austrii z Prusami.
Najpierw podpisano (17 lutego 1772) układ rosyjsko-pruski, a następnie (5 sierpnia 1772) – traktat trójstronny. Do ostatecznych uregulowań terytorialnych doszło dopiero w 1776 r., Prusy bowiem i Austria dokonywały wychodzących poza postanowienia traktatu uzurpacji terytorialnych” Próbą aktywnego uczestniczenia Polski w polityce międzynarodowej była oferta pomocy dla Rosji w wojnie z Turcją, co wprowadziłoby kraj do bloku rosyjsko-austriackiego, lecz spotkanie Katarzyny II i Stanisława Augusta w Kaniowie nie dało pożądanych rezultatów. Pretekstem do ostatecznego odrzucenia propozycji był protest Prus przeciwko polsko-rosyjskim rokowaniom. Na ożywienie prac reformatorskich wpłynęła dogodna sytuacja międzynarodowa. Prusy i Anglię niepokoiły wygrane bitwy Rosji z Turcją, co powodowało groźbę zbrojnej interwencji z ich strony. 29 marca 1790 r. doszło do zawarcia przymierza prusko-polskiego. Zwolennicy tego porozumienia mieli nadzieję na przyłączenie się do obozu prorosyjskiego, co miało poprawić sytuację. Nie wzięto jednak pod uwagę wcześniejszych planów Prus, co do ziem polskich. Niedługo po tym przymierze stało się bezwartościowe, ponieważ Prusy zawarły porozumienie z Austrią. Tymczasem w Rosji planowano już kolejny rozbiór Polski. W końcu dołączyła się do tego projektu także Katarzyna II. Sejm „milczeniem” zatwierdził traktaty rozbiorowe z Rosją 22 lipca 1793 r. i Prusami – 25 września tegoż roku. Przeciwnicy powstania chcieli wrócić do koncepcji targowicy i Grodna, Katarzyna II była jednak zdecydowana całkowicie wygasić – jak się wyraziła – „ognisko jakobińskiej zarazy nad Wisłą”. W wyniku porozumienia Austrii, Prus i Rosji przeprowadzony zastał trzeci rozbiór Polski (1795 r.)”
Z kart historii IIKtóregoś dnia usiadłem przy kompie zastanawiając się co by tu można napisać na niedzielę. Niech by ten dzień jakoś się wyróżniał z pośród innych gdy codzienne wiadomości czerpane z gazet i ekranu TiVi zalewają nas waśniami co pomniejszych i większego formatu polityków. Jakoś siłą rzeczy zaczyna szukać człowiek usprawiedliwienia. Uświadomienia sobie – co takiego mamy w sobie my Polacy że latamy w historycznych wydarzeniach niczym orły a w rzeczywistości kreujemy się na obraz ćmy i do tego ćmy wyjątkowo ambitnej w swym dążeniu do samozagłady nad płomieniem świecy. Później nieco nadeszła refleksja. Czy jednak rzeczywiście mamy to wypalone na własnej skórze piętno narodu przeklętego przez wszystkich bogów czy też udzielano nam „pomocy” z zewnątrz aby skutecznie i na zawsze wymazać Polskę z mapy świata. Co na takie dictum mówią karty historii? W moim poście z 17 lutego przedstawiłem pierwszy odcinek tego cyklu. W dzisiejszym odcinku przejdziemy do roku 1733 czyli daty śmierci Augusta II. Zapraszam. ____________________________________________ Śmierć Augusta II (1733) wysunęła sprawę kandydatury do tronu polskiego. Wszystko zapowiadało, że królem zostanie Stanisław Leszczyński popierany przez Francję. Obrany też został na Woli przez 13-tysięczne zgromadzenie szlachty. Rosja z kolei, w porozumieniu z Austrią, wysunęła kandydaturę elektora saskiego Fryderyka Augusta. Pod osłoną wojsk rosyjskich, które doszły tymczasem do Wisły, wybrano głosami około dziesięciokrotnie mniejszymi elektora królem polski. Fryderyk August przyjął tytuł August III. Leszczyński musiał ratować się ucieczką i układem zawartym w Wiedniu w 1735 r. zrzekł się tronu polskiego, zyskując w zamian księstwo Lotaryngii, gdzie jako „mądry król-dobroczyńca” zaskarbił sobie najlepsze imię w historii Francji. August III przebywał głównie w Dreźnie, pozostawiając kraj w rękach swych urzędników i rywalizujących ze sobą dwóch grup magnackich. Czartoryskich (zwanych Familią) i Potockich. Wybór następcy Augusta III Sam król w sobie był tak wybitny i genialny, że zagrażało to dworom petersburskim i berlińskim, ponieważ nie mogli sterować sytuacją w Polsce. W końcu Prusy i Rosja zaczęły ingerować w wewnętrzne sprawy polskie, biorąc w obronne różnowierców, torpedowanie reform przez popieranie opozycji magnackiej, oraz lansowanie – głównie przez Fryderyka II – planów aneksji ziem polskich, zmierzających do bezpośredniego osłabienia państwa polskiego, a zarazem uzyskania wielkich korzyści. ______________________________________________ Chciałbym również zaprezentować na tym blogu wypowiedź Civis`a którą uważam za bardzo ciekawą. Oto ona: Początkiem upadku był wiek XVII,a nie XVIII.Wiek wojen który zrujnował wszystkie miasta,rolnictwo,całą gospodarkę.Oprócz strat materialnych spowodował śmierć w sumie setek tysięcy osób(zsumuj ofiary wojen z Moskwą,Szwedami,Turkami,powstań kozackich i najazdów tatarskich-wojskowych,ale i cywilnych) co spowodowało wyludnienie. Wiek XVIII to sierota po kalectwie i śmierci rodzicieli.Rosja i Prusy nie zniszczone wojną nie dość,że się rozwijały to jeszcze zwiększały siłę kosztem krwawiącego sąsiada.To się musiało skończyć tak,jak się skończyło-żadne z państw w tym czasie nie było teatrem walk z coraz to innym wrogiem(lub z kilkoma na raz),walk toczonych na własnym terytorium,o życie.I jeszcze jedno. Zadziwia mnie narodowy masochizm. Czczenie rocznic klęsk i niepowodzeń.Rozdrapywanie ran i pokazywanie światu blizn i kikutów.Jest z czego być dumnym w naszej historii,Polska potrafiła zrywać kajdany skutecznie i być państwem budzącym respekt wrogów(na przekór uwarunkowaniom).Sądzę,że taki obraz jest bardziej potrzebny niż kraju nieudaczników w którym wszystko i zawsze musi skończyć się źle.Otóż nie musi! Civis Wynocha z mojego podwórkaWczoraj świat oszalał. Za sprawą szeroko rozumianych mediów co chwilę docierały do nas informacje na temat Serbii i Kosowa. Wszyscy złapali temat jako przewodni j dalej że się wymądrzać. Kiedy dzisiaj rano zasiadłem do kompa z w miarę świeżym umysłem (poprawka na wiek) myślom ukazał się dziwny obraz. Oto przyszło nam być świadkami czegoś – co na przestrzeni wieków dotykało wszystkich narodów i plemion. Wulkaniczny obraz Europy. Część jej terytoriów jeszcze kipi lawą tworząc jej nowe rozlewiska, część już zastygła a w innych jeszcze się tli wybuchając sporadycznie. Tworzą się nowe granice państw. Czym różni się dzisiejsza Serbia , Bośnia, Hercegowina i inne kraje Półwyspu Bałkańskiego od powiedzmy XVII wiecznej Polski? Jednym. Brakiem zrozumienia procesów zachodzących przemian. Brakiem zrozumienia nie dla tego że tego chcemy czy nie, ale w każdym z nas kryje się lęk i obawa że podobny obraz mógłby przytrafić się i nam. Wróćmy jeszcze dalej. X wiek. To właśnie mniej więcej w tedy kształtowały się podwaliny mapy dzisiejszej Europy w której Polska na przestrzeni wieków wielokrotnie zmieniała obszar swych granic. Mniej więcej w tym samym czasie powstała i Serbia. Oczywiście ta pierwsza – bo wg obecnych danych wszem i wobec ogłasza się tą datę na 2006 rok. Kompletna bzdura. Jak wyglądała by dzisiaj świadomość zachodzących na półwyspie Bałkańskim przemian gdybyśmy mogli rzeczywiście przenieść się do X wieku? Po pierwsze – wiadomość ta dotarła by do nas w najbardziej optymistycznym scenariuszu za jakieś dwa tygodnie. Po drugie – cały konflikt Serbia – Kosowo mógłby się zakończyć sam – zanim ta wiadomość by do nas w ogóle dotarła. Rozwiązywanie konfliktów międzynarodowych. Kiedyś sprawa była prosta. Ostrzyło się dzidy i szable. Nie było istotne ile spadnie głów. Nie było istotne ile z tej pożogi pozostanie samotnych matek, żon i płaczących dzieci. Ważne było osiągnięcie celu i jak pokazuje historia – to rozwiązanie nie było do końca złe. Owszem. Cena była potworna ale osiągane efekty były zdecydowanie stabilniejsze aniżeli osiągnięcia dzisiejszego „humanitaryzmu”. Wyrżnęło się kilka plemion i jakiś czas był spokój. Dzisiaj jest zdecydowanie inaczej. Przychodzi „tata”(czytaj ONZ) i zaczyna cierpliwie tłumaczyć.(bezsensowne działanie bo powinien skroić tyłek). W skrajnych przypadkach wkłada się palec pomiędzy framugę i drzwi aby udając bohaterstwo(idiotyczne – bo w zamian za to żołnierze mający rozdzielać zwaśnione strony wracają w trumnach). I tak na koniec, zacząłem się jeszcze zastanawiać. Czy byłbym szczęśliwy, gdyby to co Serbii – przydarzyło się dzisiaj Polsce? Gdyby tak na przykład, ulokowano siły zbrojne SFOR na terytorium naszego kraju i zaczęto nas pouczać jak mają wyglądać nasze granice w XXI wieku? Wiecie co bym powiedział? – jeżeli nie? – to wróćcie jeszcze raz do tytułu dzisiejszego postu. Franek - wracajLegendarna już postać Franka Dolasa pokazywała wielokrotnie jak nie wiele potrzeba aby z pozoru drobny konflikt mógł się przerodzić w zdecydowanie większy i zupełnie nieadekwatny do istoty problemu. Dla mnie dzisiaj – takim Frankiem Dolasem jest Kosowo. Sztuczne twory mają to do siebie że stoją zawsze na glinianych podstawach a jak wiadomo – nie ma nic gorszego jak podły fundament. Dzięki jego słabości runąć może całkiem śmiało piękna w swej doskonałości nadbudowa która tylko dla oka, a więc z pozoru stanowić może wrażenie solidnej konstrukcji. Szczerze mówiąc problem Kosowa interesował by mnie mnie tyle co zeszłoroczny śnieg gdyby nie drobny z pozoru fakt – ale o tym za chwilę. Jeżeli islamiści mają ochotę tłuc się z prawosławnymi to proszę bardzo – o ile jest to w bezpiecznej odległości od mojego ogródka. Ale nie jest. I to nie z powodu geograficznej odległości ale istoty samego problemu. Jeżeli granice państw kształtowały się na przestrzeni wieków dzięki wzajemnemu wyżynaniu się poszczególnych plemion zamieszkujących daną okolicę to można przyjąć z dużą dozą prawdopodobieństwa że granice te zostały stworzone w sposób „naturalny” i mogą dawać choćby nie wielką ale zawsze gwarancję stabilności. Zupełnie inaczej rzecz się ma do tworów państwowych utworzonych „sztucznie”. Jako żywo przypomina mi to ogród zoologiczny w którym małpa żyje jeszcze tylko i wyłącznie dla tego że od lwa zamieszkującego obok oddziela ją metalowa siatka. Nie od rzeczy będzie tutaj również wspomnieć o bezpieczeństwie zwiedzających. Metalowe siatki mają jednak to do siebie, że stworzone z metalu ulegają z czasem korozji. Jak widać na przykładzie Kosowa – nie pomaga w tym nawet „konserwacyjne malowanie” jakie od wielu lat prowadziły misje pokojowe wojsk z niebieskimi hełmami. II Jałta? Co się stało z Polską po II Wojnie Światowej? – odpowiedź nasuwa się aż nadto wyraźnie. Zadbano co prawda o wycięcie w pień zamieszkujące dawne terytoria plemion zarówno germańskich jak i ruskich ale jak widać nie zupełnie do końca. Nie dosyć że zamieszkują terytoria leżące w granicach naszego państwa to nie jeden już raz dawały się słyszeć ich głosy tęsknoty do samostanowienia. Także i ta część – co udało jej się zbiec przed „prześladowaniami” a mieszkająca dzisiaj za rzeką Odrą wprost marzy aby powrócić pod strzechy „swoich” dawnych siedzib. Słowo „swoich” napisałem w cudzysłowie nie bez kozery. Czy zbierający się szczyt państw członkowskich UE przyjmie oblicze II Jałty? Wiele wskazuje na to że tak. Powstanie jeszcze jeden twór państwowy który niczym nie będzie się różnił od wspomnianego wyżej ZOO. Zamieszkujący go plemiona pomimo starań wojsk rozjemczych nadal będą się tłukły ku uciesze światowej gawiedzi a i pewnie rozjemcom przy okazji w łeb się dostanie. Franku Dolasie wracaj! Mnie jednak martwi coś zupełnie innego i nawet nie sądzę abym musiał wam o tym mówić co to jest. Domyślacie się zapewne. A wy? Macie inne zdanie w temacie? Z kart historii IKtóregoś dnia usiadłem przy kompie zastanawiając się co by tu można napisać na niedzielę. Niech by ten dzień jakoś się wyróżniał z pośród innych gdy codzienne wiadomości czerpane z gazet i ekranu TiVi zalewają nas waśniami co pomniejszych i większego formatu polityków. Jakoś siłą rzeczy zaczyna szukać człowiek usprawiedliwienia. Uświadomienia sobie – co takiego mamy w sobie my Polacy że latamy w historycznych wydarzeniach niczym orły a w rzeczywistości kreujemy się na obraz ćmy i do tego ćmy wyjątkowo ambitnej w swym dążeniu do samozagłady nad płomieniem świecy. Później nieco nadeszła refleksja. Czy jednak rzeczywiście mamy to wypalone na własnej skórze piętno narodu przeklętego przez wszystkich bogów czy też udzielano nam „pomocy” z zewnątrz aby skutecznie i na zawsze wymazać Polskę z mapy świata. Co na takie dictum mówią karty historii? Cofnijmy się pamięcią wstecz – powiedzmy do roku 1700 czyli, czasu dla Polski szczególnie trudnego i początkującego jej upadek. Czasu kiedy tereny ziem Polski zajęły praktycznie w całości wojska szwedzkie. Lata 1697 – 1795 to okres którego wyznacznikami stają się rozpoczęcie Wojny ze Szwedami (zwanej Wielką Wojną Północną) i Trzeci Rozbiór Polski. Wszystko zaczęło się od wyboru Augusta II Sasa na tron Polski. W końcu XVII w. Rzeczpospolita stała się terenem przetargów między władcami sąsiednich państw. Głównym „winowajcą” był elekcyjny tron królewski .Cesarz, margrabia brandenburski, car Rosji, a nawet król Francji chcieli osadzić na tronie Rzeczpospolitej siebie lub swego sojusznika. W czasie elekcji w 1697 r. swoich kandydatów wystawiły Austria, Rosja i Francja. W końcu zwyciężył książę saski Fryderyk August, którego popierała Austria i Rosja. Chcąc przypodobać się szlachcie koronował się jako August II. Tak rozpoczęło się chyba najtragiczniejsze panowanie w naszych dziejach... Pokonawszy Augusta II pod Rygą i Rosję pod Narwą, młody i bitny król szwedzki Karol XII wkroczył do Polski, opanowując niemal cały kraj. Rzeczywiście był to potop – jak tytułuje swoją trylogię Sienkiewicz. Nie ma chyba na ziemi takiego Polaka, który nie poznał by tamtych dziejów pochłaniając lekturę tego tekstu. W 1704 r. Zawarty został między Rzeczpospolitą a Rosja antyszwedzki traktat w Narwie, co oznaczało oficjalne przystąpienie Polski do wojny. Część szlachty popierała Stanisława Leszczyńskiego wybranego z protekcji Karola XII królem (1704 r.). Kiedy Szwedzi zdobyli Saksonie, August II zrzekł się tronu polskiego. Zmiana nastąpiła w 1709 r. Po pokonaniu Szwedów przez Rosję pod Połtawą na Ukrainie. Zwycięski car Piotr I umożliwił Augustowi II odzyskanie tronu w Rzeczpospolitej. Król przybył z licznymi wojskiem saskim i podjął próbę wprowadzenia rządów absolutnych. Wywołało to wojnę domową, z której jedynym wyjściem było odwołanie się od pośrednictwa Piotra I. Skorzystał on natychmiast z okazji, wprowadzając do Polski swoje wojska, zmuszając obie strony do ugody. Budżet państwa ustalono na ok. 10 mln zł. „Sejmikom odebrano uprawnienia skarbowe i pozbawiono wpływu na sprawy wojska. Nienaruszalność tzw. praw kardynalnych, czyli artykułów henrykowskich, pacta conventa, wolnej elekcji, liberum veto, nietykalności osobistej szlachty, dożywotności urzędów i władzy nad chłopem, gwarantował Piotr I.” Car zaczął w tym momencie traktować jako „przedpole” Rosji. Ciąg dalszy nastąpi (w następną niedzielę) |
|
|